Tikal – zagubione w dżungli miasto Majów

Wstajemy wcześnie. Bardzo wcześnie, mimo że busa do Tikal mamy o 8 rano. Podekscytowanie związane z faktem, że zobaczymy jedno z najbardziej znanych miast słynnych Majów sprawia, że nie możemy spać. Śniadanie i zakupiony wcześniej za równowartość 25 zł bus, zabiera nas do Tikal. Okazuje się, że z kierowcą można się bez trudu „dogadać” i gdybyśmy na przykład chcieli przenocować w hotelu w Tikal to nie ma problemu – możemy wrócić tym samym busem dzień później. Trochę szkoda, że nie wiedzieliśmy tego wcześniej… No nic. Wsiadamy i po około półtorej godziny jazdy (coraz gorszą drogą) stajemy pod bramami Parku Narodowego Tikal.

Trochę historii zanim przekroczymy bramy parku. Obszar ten był opoką cywilizacji Majów. Zamieszkiwali go przez setki lat i to tutaj między rokiem 400 a 900 po Chrystusie nastąpił jej rozkwit, którego pozostałości przyciągają turystów z całego świata. Powstał wówczas szereg państw-miast, a jednym z nich (ale prawdopodobnie nie najważniejszym) jest słynny Tikal, któremu sławę przyniosło to, że utworzono wokół niego park archeologiczny. Mimo ogromnej potęgi, której świadectwem są ruiny, miasta Majów zostały opuszczone w pierwszej połowie X wieku po Chrystusie. Do dziś nie wiadomo dlaczego tak się stało. Przez długi czas dżungla uniemożliwiała dostęp do tego miejsca. Dopiero intensywne prace, które rozpoczęły się w wieku XIX pozwoliły na udostępnienie go zwiedzającym. W roku 1990 Meksyk, Gwatemala i Belize utworzyły wspólnymi siłami Rezerwat Biosfery Majów, który objął ponad 5 milionów hektarów. Warto pamiętać, że rezerwat to nie tylko zabytki, ale także kilka tysięcy gatunków zwierząt tutaj żyjących, w tym ponad 350 gatunków ptaków i wiele rzadkich okazów ssaków i płazów, które uważane są za zagrożone wyginięciem.

glowne2

Bilet wstępu do parku kosztuje dla obcokrajowców 150 quetzali (około 60 zł). Sporo jak na Gwatemalę, ale warto! Po przekroczeniu bram parku czekało nas jeszcze około 20 min jazdy, nim dotarliśmy do interesującego nas (a jednego z wielu) kompleksu. Wysiadka i zgodnie z wcześniejszym ustaleniem z kierowcą mamy nieco ponad 4 godziny na zwiedzanie. Nie jest to dużo, ale wystarczy. Jak się potem okazało, niemal idealnie trafiliśmy z czasem. Tikal leży niedaleko jeziora Petén Itzá. Jak na Gwatemalę infrastruktura turystyczna jest tutaj doskonała. Liczne toalety z bieżącą wodą (wszystkie czyste!), miejsca do odpoczynku w cieniu czy kawiarnie sprawiają, że ma się poczucie, że drogi bilet jednak w pewien sposób rekompensuje komfort zwiedzania. Tikal został założony w III wieku po Chrystusie. Obecnego kształtu miasto nabrało w wieku VIII, wówczas zbudowano najpotężniejsze konstrukcje i najwyższe piramidy. Co ciekawe, już niecałe 200 lat później opustoszało. Potężne ruiny odkryli hiszpańscy misjonarze w XVII wieku. Ich odkrycie nie odbiło się szerokim echem i na dziesięciolecia o mieście zapomniano. Jedynie grupy śmiałków co jakiś czas (kierując się uwagami misjonarzy) docierały tutaj w przekonaniu, że Tikal ma coś wspólnego z mitycznym El Dorado, czy też innym pełnym złota miastem. W roku 1848 rząd Gwatemali sfinansował ekspedycję naukową, która miała opisać ruiny. Efekty badań przeszły najśmielsze oczekiwania. Przez kolejne dziesięciolecia prowadzono w szeregu kompleksów ruin rutynowe badania. Tak naprawdę nie zakończyły się one nadal, czego dowodzi fakt, że kilka lat temu odkryto kolejne piramidy, których tajemnice wydarły dżungli połączone gwatemalsko-hiszpańsko-amerykańskie ekspedycje archeologiczne. Najbardziej imponująca ze świątyń to licząca 46 metrów tzw. Świątynia Wielkiego Jaguara. Znajduje się ona przy Placu Centralnym, który – zaraz obok Piramidy Dwugłowego Węża (liczącej 65 metrów wysokości), z której szczytu można podziwiać niesamowitą panoramę dżungli z wystającymi nad drzewami szczytami piramid – jest najchętniej odwiedzaną atrakcją w Tikal.

Spacerujemy od piramidy do piramidy. Niestety, mimo że w dżungli, upał daje o sobie znać. Przebieg spaceru prezentują zdjęcia poniżej. Zbliża się 16.00. Wracamy do busa. Po drodze jeszcze kawa i podziwianie piękna tutejszej przygody. Bardzo niechętnie wracamy do Flores…

Comments

comments