Zwiedzić Madryt w 2 godziny…

Tak, tak. W tytule nie ma błędu, ale po kolei. Samolot z Panama City ląduje w Madrycie o godzinie 9.00. Samolot do Berlina mamy o 16.15. Oznacza to, że trochę czasu na zwiedzenie stolicy Hiszpanii zostaje. Niemniej… raczej teoretycznie. Wysiadanie z samolotu (ponad 300 pasażerów), odprawa paszportowa (jednak wracamy z poza Unii Europejskiej) i zwyczajne „ogarnięcie się” zajmuje prawie 2 godziny. O 11 łapiemy metro do centrum miasta i przed 12.00 wychodzimy w sercu stolicy Hiszpanii. Mamy 2 godziny. Cel pierwszy: Pałac Królewski. Palacio Real to prawdziwy kolos. Zbudowano go w XVIII wieku z przepychem typowym dla tej epoki. Zwiedzać można go między 9.00 a 18.00 (zimą do 15.00). Miejsce, gdzie stoi pałac od wieków było obszarem, gdzie rezydowali możni, którzy władali terenami, na których leży Madryt. Najpierw powstał tutaj muzułmański alkazar. Zastąpiono go potem pałacem Habsburgów, który spłonął w Wigilię roku 1734. Minęło prawie 30 lat od pożaru i w roku 1764 król Karol III mógł przenieść się do ukończonego nowego pałacu. Zaprojektowali ją włoscy mistrzowie: Sebatini, Sacchetti oraz Juvara. Wznieśli oni gmach, który niemal natychmiast stał się ośrodkiem życia dworskiego i centrum władzy wykonawczej. Pałac był używany w celach, do jakich go wzniesiono do roku 1931 kiedy to Alfons XIII przeniósł się do nowej siedziby. Obecnie pełni on funkcje muzealne i reprezentacyjne.

Po obejrzeniu pałacu (bardzo pobieżnie) ruszamy w kierunku Plaza Mayor, a potem Calle Mayor de Bailen. Tutaj znajduje się piękna katedra Nuestra Senora de la Almudena. Budowę ukończono dopiero w roku 1993 po bagatela 350ciu latach budowy. Najważniejszym elementem z punktu widzenia historii architektury, jaki się tutaj znajduje jest XVI wieczny obraz patronki Madrytu, Virgen de la Almudena. Jest on obecnie przechowywany w krypcie katedralnej. Zwiedzać ją można codziennie, a wstęp to symboliczna ofiara 1 eur.
Ruszamy ulicą Calle Mayor, mijając po lewej stronie Palacio de los Duques de Uceda. Dochodzimy do Plaza Mayor. W oczy rzucają się tutaj pięknie zdobione sztukaterią fasady. Jest to obecnie jedno z centrów życia towarzyskiego i kulturalnego Madrytu. Obejrzeć tutaj można piękny Monasterio de las Descalzes Reales, który jest jednym z najlepiej zachowanych architektury monumentalnej XVI wieku. Plac od zawsze pełnił istotne role w życiu miasta. Odbywały się tutaj w przeszłości najważniejsze uroczystości w życiu miasta np. nadania urzędów czy egzekucje. Pierwotnie mieścił on aż 100 tysięcy ludzi. Przy placu nad siedzibą cechu piekarzy znajduje się jedna z lóż, które w przeszłości budowali tutaj sobie wysocy urzędnicy, aby podziwiać widowiska tutaj się odbywające. Loża nazywana jest Casa de la Panaderia. Obecnie mieści się tutaj urząd stanu cywilnego. Cechą charakterystyczną tego budynku są erotyczne freski, które go zdobią. Obejrzawszy plac ruszamy do stacji metra. Niestety mamy tylko niecałą godzinę, a do zobaczenia ogromnie wiele…

Wysiadamy po kilku minutach przy Fuente de la Cibeles. Idziemy na krótki spacer ulicą Paseo del Prado. Okaże się potem, że na bardzo krótki. Najpierw oglądamy (niestety pobieżnie bo czas goni) Palacio de Linares. Został on zbudowany przez Jose de Murga. Jest uważany za jeden z najpiękniejszy i najbardziej bogato zdobionych budynków w Madrycie. Fundator nie szczędził środków, aby zbudować najbardziej okazało i świadczący o jego bogactwie gmach w XIX wiecznym Madrycie. Postanowił on wznieść budowlę po tym jak (jako jeden z nielicznych mieszczan) otrzymał tytuł szlachecki. Była to forma demonstracji, że jest godzien, aby go otrzymać. Odrestaurowany w latach 90tych XX wieku mieści obecnie Casa de America, czyli Ośrodek Kultury Ameryki Łacińskiej. Ruszamy w kierunku Fuente de Neptuno, mijając pod drodze Museo Naval (jedno z najwspanialszych muzeów morskich w Europie – kiedyś trzeba będzie wrócić do Madrytu tylko po to, aby wejść do środka!) i dalej zabytkowy hotel Ritz. Słynie on z imponujących hotelowych ogrodów oraz dość sztywnej etykiety, jaka obowiązuje tak personel jak i gości. Dochodzimy do końca ulicy i koło Plaza de la Cibeles wsiadamy do metra.

Samolot odlatuje za dwie godziny. Najpierw znaleźć odpowiednie bramki do security cotrol. Na lotnisku Barajas nie jest to takie proste. Prawie godzinę zajmuje przejście przez bramki bezpieczeństwa. Dalsze pół godziny dojście do naszego gate’a. W końcu wsiadamy do samolotu do Berlina. Lot jest spokojny, nieco przysypiam. Lądowanie w Berlinie i dłużące się potwornie oczekiwanie na bagaż… Przy wyjściu z terminala przylotów czeka już na nas kierowca i limuzyna BlacLine. Zabawne… w Berlinie taniej wychodzi wynająć limuzynę z kierowcą niż korzystać z taksówek. W wielu innych miastach także, ale o tym będzie w innym miejscu. Czarne BMW zawozi nas na Zentraler Omnibusbahnhof, a po dwóch kolejnych godzinach autobus linii Simple Express zabiera nas do Poznania. Po drodze nadrabiamy zaległości, jeśli idzie o oglądanie filmów. W środku nocy docieramy do domu. Kolejna podróż dobiegła końca…

Comments

comments