Górski Karabach. Najbardziej odległy i tajemniczy fragment Zakaukazia

Najpierw mapa prezentująca trasę jaką musiałem pokonać do Stepanakertu:

[mappress mapid=”3″]

O Górskim Karabachu, który z powodu błędnego tłumaczenia z rosyjskiego, często nazywany jest Górnym Karabachem (trasę do niego prezentuje mapa obok), nie sposób napisać mało. Bardzo trudno też napisać cokolwiek bez chociażby pobieżnego zobrazowania sytuacji politycznej, społecznej i kulturowej tego skrawka naszego globu. Na wstępie zaznaczyć trzeba, że turysta w Górskim Karabachu nie może liczyć na żadną pomoc dyplomatyczną ze strony kogokolwiek. Obszar nie jest bowiem uznawany przez żadne państwo, nawet przez Armenię. Skutek jest taki, że nie można zwrócić się do polskiej ambasady w Erywaniu (np. jeśli stracimy paszport) bo obszar Karabachu teoretycznie nie jest częścią Armenii lecz Azerbejdżanu. Nie można też poprosić o pomoc polskiego konsula w Baku ponieważ Azerbejdżan nie ma żadnej kontroli nad Karabachem, a granica jest zamknięta. Jeśli do tego dołożyć, że nie mam wizy Górskiego Karabachu (skoro nikt nie uznaje jego istnienia, wizy nie można załatwić w ambasadzie Karabachu, bo taka ambasada nie istnieje, można ją zdobyć tylko w stolicy obszaru tj. Stepanakercie, co jak logika wskazuje sprawia, że trzeba wjechać do Karabachu bez wizy), to podróż robi się ekscytująca, szczególnie w połączeniu z pięknymi krajobrazami, przyjaznymi ludźmi (turysta tutaj to absolutna rzadkość) i ewentualnymi minami tudzież innym sprzętem wojskowym widocznym niemal wszędzie. O żołnierzach nie warto nawet wspominać bo są bardziej powszechni niż sprzedawcy na bazarze. Zatem, po tym przydługim, ale koniecznym wstępie, który w pewien sposób obrazuje sytuację turysty w Górskim Karabachu można przejść do próby wyjaśnienia dlaczego obszar ten jest tak trudno dostępny i rzadko odwiedzany. Górski Karabach przez setki lat był muzułmański. W XVIII stuleciu utworzono tu potężny Kalifat Górskiego Karabachu. Bito tutaj doskonałe złote monety oraz budowano imponujące budowle. Niestety prawie nic z tego nie zostało, ale o tym będzie w kolejnym wpisie. Gdy obszar ten był częścią ZSRR panował tu względny spokój. Po rozpadzie tego ostatniego zaczęły się niepokoje. Region ten przypadł Azerbejdżanowi mimo że ponad 70% jego mieszkańców stanowili Ormianie, którzy teoretycznie mieli cieszyć się niezależnością. Władze Azerbejdżanu zlikwidowały tzw. Nagorno-Karabachski Obwód Autonomiczny (można go przyrównać do polskiej autonomii Śląska w dwudziestoleciu międzywojennym). Zablokowano też Górski Karabach gospodarczo i rozpoczęto pogromy Ormian, z których najbardziej krwawy miał miejsce 10 grudnia 1991 roku w Sumgaicie. W odpowiedzi miejscowi Ormianie ogłosili referendum, w którym większość mieszkańców opowiedziała się za przyłączeniem obszaru do Armenii co wywołało interwencję zbrojną ze strony Azerbejdżanu. Partyzanci ormiańscy wyparli jednak Azerów i nastąpił impas w walkach. 12 grudnia 1994 roku podpisano zawieszenie broni, które obowiązuje do dzisiaj. Obecnie obszar, dzięki poparciu Armenii przez Rosję, jest de facto niepodległym państwem (mapka nieco wyżej) z własnym rządem, armią oraz administracją. Zatem aż tutaj udało się dotrzeć.

dsc_0017Jazda przez Górski Karabach do stolicy tego “państwa” sama w sobie jest przygodą. Przede wszystkim piękne widoki. Góry i doliny. W czasie postoju jest okazja zrobienia zdjęć okolicy (jedno z nich obok). Po zainstalowaniu się w hotelu w stolicy Górskiego Karabachu – Stepanakercie, pierwszy cel stanowi obejrzenie tego miasta. Liczy ono prawie 50 tys., mieszkańców, co stanowi 1/3 ludności całego Karabachu. Wiele tutaj śladów wojny sprzed 20 lat. Mnóstwo budynków jest bardzo zniszczonych, niektóre to zaledwie pojedyncze ściany. Jest tutaj jedna “reprezentacyjna” ulica, długa na około 100 metrów z obu stron otoczona płotem, na którym wiszą kolorowe plakaty, mające przesłonić zrujnowane dzielnice. Miasto jest bardzo ciekawe, aktualnie obchodzone są w nim uroczystości 20-to lecia wyzwolenia się spod azerskiej władzy. Jest to też miasto dość dziwne. Nie ma tutaj budynków, które na pierwszy rzut oka wyglądałyby jak “rządowe”. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych mieści się w zwykłym bloku. Na ulicach dużo wojska i policji. Ludzie są niezwykle przyjacielscy, machają, witają się, potrafią zatrzymać samochód, wysiąść i się przywitać. Gdy słyszą słowo “Polsza” uśmiechają się i mówią “Polsza Haraszo!”. Na drodze wlotowej do miasta znajduje się intersujące miejsce. Po prawej stronie znajduje się pomnik “My i nasze góry”, który stał się symbolem Górskiego Karabachu. Wpisany został nawet w państwowe godło. Zatrzymuje się tutaj bardzo wiele samochodów, miejscowi przychodzą robić sobie zdjęcia z monumentem. Trochę przypomina posągi z Wyspy Wielkanocnej… Więcej o tym magicznym miejscu w moim przewodniku po Azerbejdżanie i Górskim Karabachu.

Comments

comments