Największa piramida na świecie — Cholula

Poranek przywitał nas dziwnym, jak na tę porę roku, chłodem. Śniadanie, najpierw hotelowe, a potem na ulicy. W końcu łapiemy autobus do miasteczka oddalonego pół godziny jazdy od Puebli. Jest nim Cholula — miasto kościołów, miasto rzezi Indian, miasto, które sam Herman Cortes najpierw nakazał zrównać z ziemią,  a potem na nowo odbudować. Przejazd kosztuje zaledwie 7,50 pesos, a busik jest może nie najbardziej przestronny, ale w gruncie rzeczy wygodny.

Cholula… miasto o nazwie tak dziwnej, jak jego historia. W indiańskim języku nahuatl miasto nosiło nazwę Cholöllan lub Chol-öl-tlan co oznacza „miejsce ucieczki, w którym spada woda”. Tutaj schronili się Indianie po szeregu wygranych przez konkwistadorów bitew. Cholula była ważnym ośrodkiem cywilizacji prekolumbijskiej, istniejącym już około 200 lat p.n.e. (wioska istniała co najmniej kilka tysięcy lat wcześniej). W okresie istnienia imperium azteckiego była drugą po Tenochtitlan największą metropolią ich państwa. W chwili przybycia Hiszpanów do Meksyku miasto liczyło prawdopodobnie około 100 tys. Mieszkańców. W 1519 roku Cortés, dowiedziawszy się o spisku przeciwko Hiszpanom, chcąc sterroryzować Azteków, nakazał spacyfikowanie Choluli, w której doszło do straszliwej rzezi tysięcy nieuzbrojonych ludzi. Po masakrze miasto zostało w części spalone. Zgodnie z tradycją Herman Cortes miał tutaj nakazać zbudować tyle świątyń chrześcijańskich, ile dni miał rok — stąd jego nazwa, która upowszechniła się w XIX wieku: Miasto Kościołów.

Wysiadamy przy placu centralnym i kierujemy się ku piramidzie. Nie jest to jakaś tam piramida, jakich wiele w Meksyku — to Gran Piramide. To największa na ziemi piramida zbudowana ludzką ręką. Właściwa jej nazwa to Tlachihualtepetl co znaczy tyle co „Sztuczna Góra”. Jedno z podań głosi, że piramida ta została wybudowana jako ratunek przed mogącym się powtórzyć kataklizmem. Inna wersja głosiła, że budowlę wzniósł władca olbrzymów Xelhua, chcąc dotrzeć do nieba i strącić bogów. Jednak Tezcatlipoca rozbił ich piorunami. Wierzono, że wyłamanie kamieni z piramidy doprowadzi do błyskawicznej powodzi. Swoją drogą dość oryginalna wersja mitu o potopie.

Zwiedzanie piramidy to trzy etapy. Najpierw wchodzimy do jej wnętrza, aby ciasnymi tunelami pokonać około kilometra. Następnie wspinamy się na szczyt, aby zajrzeć do przepięknego kościoła, który miał z jednej strony pokazać dominację prawdziwej wiary, a z drugiej stanowić symbol władzy politycznej. W końcu zwiedzamy kompleks archeologiczny i muzeum. Dopiero stojąc u rozkopanej podstawy piramidy, można wyobrazić sobie, jakim kolosem była. Podobnie, stojąc na jej szczycie, u stóp zbudowanego tam kościoła, który sam w sobie jest bardzo duży, człowiek nabiera przekonania, że to stanowczo największa na świecie piramida. Czas mija szybko, bardzo szybko. Można by spędzić całe dnie, spacerując po Choluli, zaglądając do jej kościołów, a historia każdego z nich stanowi materiał na osobny wpis na blog.

Łapiemy busik powrotny. Za kilka godzin ruszymy na południe Meksyku. O tym jednak w kolejnym wpisie.

Comments

comments