Szlakiem muzeów…

Pogoda nie sprzyja chodzeniu po powietrzu. Bardzo zimno a do tego porywisty wiatr. Temperatura odczuwalna to około minus 20 stopni (oficjalnie). Na szczęście darmowe muza w Waszyngtonie to prawdziwy raj dla miłośnika historii i nie tylko. Cel pierwszy – Narodowe Muzeum Historii Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Instytucja jest ogromna. Zebrano tutaj eksponaty prezentujące historię kraju od czasów pojawienia się tutaj Brytyjczyków. Największe wrażenie na Amerykanach (i najbardziej przez nich jest oblegana) robi ekspozycja gdzie jest prezentowana oryginalna Flaga USA. Turyści jakoś nie „czują” tak silnego przywiązania do tego symbolu kraju za oceanem. Warto zwiedzać muzeum „po kolei” tzn. poczynając od eksponatów najstarszych. Od razu rzuci się w oczy ciekawa rzecz – 90% eksponatów stanowią wszelkiego rodzaju wytwory rąk ludzkich (maszyny, samochody, przedmioty codziennego użytku). Wynika to z faktu, że muzeum powstało na bazie Museum of History and Technology w latach 60tych XX wieku. Obecnie moim zdaniem najciekawsza jest wystawa prezentująca okres międzywojenny w USA a także te sale, które poświęcone są historii prezydentów Stanów Zjednoczonych. Niektóre elementy wystawy (np. galeria z tabliczkami zdjętymi z ulic, które nazwano na cześć prezydentów – zdjęcie obok) nieco zaskakuje zwłaszcza, że umieszczono ją obok np. kopii deklaracji niepodległości. Warto podkreślić, że wszystkie eksponaty są oryginalne i… zachowane w skali 1:1. W praktyce oznacza to, że obok samochodów możemy zobaczyć… cały skład kolejowy!

Niestety nie ma zbyt wiele czasu, aby wszystko obejrzeć… Warto wspomnieć, że w muzeum można korzystać z darmowego Wi-Fi. Po obejrzeniu (pobieżnie) ekspozycji ruszam dalej. Celem jest słynne w świecie National Air and Space Museum (Narodowe muzeum lotnictwa i przestrzeni kosmicznej). Jest to najlepsze muzeum tego typu. Obejrzeć tutaj można wszystko co związane z lotnictwem i podbojem kosmosu od czasów najdawniejszych. Ogromne samoloty (w skali 1:1) promy kosmiczne, kapsuły kosmiczne, łaziki, rakiety od czasów słynnych V1 i V2. Wszystkie można dotknąć, zobaczyć z bliska. Tutaj każdy czuje się jak mały chłopiec, który chciał być w młodości pilotem. Wstęp jest darmowy a internet wi-fi dostępny w całym gmachu. Warto dodać, że w muzeum jest kilka restauracji w tym… McDonald’s ☺ Najcenniejsze obiekty tutaj się znajdujące to…. Nie sposób wymienić wszystkich. Będzie subiektywnie. Najpierw (chronologicznie zwiedzając) obejrzeć można pierwszy na świecie samolot silnikowy Flyer I skonstruowany w 1903 roku przez braci Wright. Dalej znajduje się samolot Spirit of St. Louis, którym amerykański pilot Charles Lindbergh w 1927 dokonał pierwszego samotnego przelotu bez międzylądowań z Ameryki Północnej do Europy. Obok niego podziwiać można zbudowaną z oryginalnych komponentów zdobytych w czasie II wojny światowej niemiecką rakietę V2. Osobna historia to kapsuły kosmiczne z pośród których wyróżniają się dwie: kapsuła Friendship 7, w której astronauta John Glenn jako pierwszy Amerykanin wykonał lot orbitalnyaa oraz kapsuła Gemini IV, z której astronauta Edward Higgins White jako pierwszy Amerykanin wykonał spacer kosmiczny. Niedaleko znajduje się amerykańska relikwia bez obejrzenia której żaden Amerykanin nie może uznać wizyty w muzeum za udanej. Jest nią moduł dowodzenia (orbitalny) Columbia z misji Apollo 11, podczas której miało miejsce pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu. To tylko niektóre eksponaty a już może zakręcić się od nich w głowie… Można tak chodzić i zwiedzać…

Trzeba jednak opuścić mury gmachu i w przeraźliwym zimnie biec do kolejnego miejsca bez wizyty w którym trudno uznać wizytę w Waszyngtonie za „kompletną”. Robi się już szaro, ale obejrzeć biały dom chociażby z zewnątrz to niemal obowiązek. Zanim jednak do niego dotrę to zrobić choć kilka zdjęć trzeba Pomnikowi Waszyngtona. Jest to jeden z najwyższych tego typu obiektów na świecie, gdyż ma aż 169,3 metra. Ten wykonany z marmuru i piaskowca postument waży co najmniej 80 tysięcy ton. Pomnik został zaprojektowany przez Roberta Millsa. Prace budowlane rozpoczęły się w 1848 roku, ale nie miał pomnik szybko zostać ukończony. Widoczna wyraźnie na elewacji pomnika różnica w kolorze wynikła z 27-letniej przerwy w jego budowie spowodowanej kłopotami finansowymi i wybuchem wojny secesyjnej. Budowę ukończono dopiero 6 grudnia 1884 roku, 30 lat po śmierci architekta. Oficjalne odsłonięcie, a właściwie i jego otwarcie odbyło się 9 października 1888 roku. Wewnątrz pomnika znajduje się winda, którą można wjechać na jego szczyt, skąd w zależności od przezroczystości powietrza rozciąga się widok nawet na ponad 60 km. Do roku 2011 pomnik był otwarty dla zwiedzających codziennie od 9 rano do 5 po południu. Obecnie trwają prace renowacyjne. Przy takiej pogodzie to może nawet i lepiej. W momencie ukończenia pomnik ten stanowił najwyższą budowlę na świecie; tytuł przejął od katedry w Kolonii, utracił go na rzecz wieży Eiffla w 1889 roku. Zimno… coraz zimniej… pora coś zjeść i kontynuować zwiedzanie Waszyngtonu. Cel kolejny – Biały Dom! O tym będzie już w kolejnym wpisie…

Comments

comments