Waszyngton w 48 godzin – część pierwsza

Wyjazd do stolicy USA to dosłownie 2 dni intensywnego zwiedzania. Kluczem było zatem odpowiednie zaplanowanie całości. Zegar biologiczny nadal zapewnia pewien handicap i bez problemu budzę się o 5 miejscowego czasu. Bardzo fajnie. Kawa, coś na śniadanie i jeszcze przed wschodem słońca siedzę w metrze, które wiezie mnie do przystanku Union Station. W końcu można ruszyć zwiedzić budynek kongresu, który wczoraj tak kusił! Ruszamy na zwiedzanie Kapitolu, który leży na Capitol Hill. Drobna uwaga na wstępie. Jeśli chce się wejść do środka i obejrzeć (nie ma zbyt dużo do oglądania, gdyż wycieczki są „popędzane” przez obsługę) to trzeba zostawić CAŁY bagaż albo w jakiejś przechowalni (najbliższa na Union Station – koszt minimum 6 USD), albo (jeśli jesteśmy z kimś) to zwiedzać rotacyjnie (jedna osoba zwiedza a druga pilnuje rzeczy). Niestety, innego wyjścia nie ma… Budynek kapitolu budowano i przebudowywano bardzo długo bo w latach 1793-1865. Kamień węgielny pod budowę położył Jerzy Waszyngton. Pierwotny projekt autorstwa Williama Thorntona został zmodyfikowany przez Benjamina Latrobe’a oraz Charlesa Bulfincha. W roku 1814 gmach spłonął. Po odbudowie dołożono kopułę na której szczycie stoi posąg Columbii (poetyckie określenie Ameryki) oraz dobudowano skrzydła. Patrząc na rotundę budynku dostrzeżemy bez trudu ogromny fresk pędzla włoskiego malarza Constantino Brumidiego namalowany w 1865 roku, który nosi tytuł „Apoteoza Waszyngtona”. Pogoda niestety nie dopisuje zwiedzaniu kilka zdjęć i ruszam do leżącego naprzeciwko przybytku znanego w świecie pod nazwą Biblioteka Kongresu. Wokół biblioteki można za darmo korzystać z Internetu przez Wi-Fi. Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych to największa biblioteka świata. Od samych liczb opisujących jej zbiory (są tutaj pozycje w 460 językach) może zakręcić się w głowie. W bibliotece (której zbiory ciągle rosną) zgromadzono ponad 142 mln różnego rodzaju dokumentów, ponad 29 mln książek, 58 mln rękopisów, 4,8 mln map i atlasów, 12 mln fotografii, 6 mln mikrofilmów, 3,5 mln dokumentów muzycznych oraz 500.000 filmów! Początki biblioteki sięgają roku 1800 kiedy to prezydent John Adams nakazał zebranie w jednym miejscu książek prawniczych i literatury pięknej. Dokupił też za sumę 500 dolarów kilkaset książek (i 3 mapy) w Londynie i powstały podwaliny pod dzisiejszą instytucję. Początkowo mieściła się ona w budynku kongresu i… częściowo spłonęła w czasie wspomnianego wyżej pożaru. Po pożarze podjęto decyzję o budowie na jej potrzeby osobnego gmachu. Niestety budowa się przeciągała a w między czasie jeszcze jeden pożar nadwerężył zbiory. Liczba książek zaczęła rosnąć bardzo szybko po wprowadzeniu w roku 1870 ustawy o obowiązkowym egzemplarzu, który musi tutaj trafiać. Obecny kształt gmach otrzymał pod koniec XIX wieku. Po obejrzeniu biblioteki pogoda coraz bardziej zaczyna się psuć…

Waszyngton na szczęście ma pewien plus niezaprzeczalny dla turysty. Większość muzeów w mieście można zwiedzać za darmo. Zatem ruszam do Muzeum Historii Naturalnej uciekając do dinozaurów przed mrozem. Dość szczegółowa kontrola bezpieczeństwa i można podziwiać prehistorię świata ☺ Pierwszy zachwyt i trochę jak małe dziecko biegam z aparatem od dinozaura do dinozaura, od jaszczurki do jaszczurki. Muzeum stanowczo zbyt wielkie, aby można je było dokładnie obejrzeć… cóż, trzeba wybierać. Muzeum Historii Naturalnej w Waszyngtonie stanowi część Smithsonian Institution. Zostało założone w 1910 roku. Posiada ponad 125 milionów eksponatów: roślin, zwierząt, skamieniałości, minerałów, skał, meteorytów oraz wytworów kultury ludzkiej. Wsród obiektów najciekawszych poza dinozaurami są czasowe wystawy oraz piętro poświęcone historii naszej planety. Można chodzić i podziwiać cały dzień… Pogoda nieco się poprawiła. Pora ruszać w poszukiwaniu obiadu i podboju Waszyngtonu ciąg dalszy nastapi w kolejnym wpisie ☺

Comments

comments