Z Nowego Jorku do Waszyngtonu za 1 dolara

Pobudka wcześnie rano. Szukanie taniego śniadania i o 10.30 autobus do Waszyngtonu. „Przystanek autobusowy”, jeśli można użyć takiego terminu, nie jest najlepiej oznaczony, ale metoda „podążania za tłumem z walizkami” się sprawdza. Jadę linią MegaBus. Warto powiedzieć kilka słów więcej o tym przewoźniku. Jeśli mamy czas, aby wcześniej zaplanować wyjazd trudno o tańszy środek transportu po USA. Linie te charakteryzują się tym, że pierwsze bilety na każdy autobus kosztują 1 dolara (właściwie pół dolara + 50 centów opłaty rezerwacyjnej). Tyle właśnie zapłaciłem za swój bilet. Autobus jest wygodny, można na jego pokładzie korzystać z bezprzewodowego Internetu przez Wi-Fi, są monitorki na których przy dłuższych przejazdach można oglądać filmy i jest toaleta. Słowem bardzo wygodny autobus. A jeśli do tego dołożyć, że miejsca na nogi jest sporo to jedzie się bardzo komfortowo (nawet przy moim wzroście ☺).

Podróż mija szybko. Autobus jest pełen, ale udaje się zdobyć dla siebie dwa miejsca obok siebie. Można podziwiać widoki (aczkolwiek przez większość trasy krajobraz niewiele się różni). Dość szybko dochodzę do wniosku, że drogi na wschodnim wybrzeżu USA są przygotowane nie na XXI, ale na XX wiek. Wielopasmowe autostrady ciągną się przez dziesiątki tysięcy kilometrów… Docieramy do Waszyngtonu. Autobus zatrzymuje się w miejscu niemal idealnym dla zwiedzania – Union Station. Wychodząc przed dworzec widać Kapitol… nogi kuszą, aby tam ruszyć. Trzeba jednak poświęcić kilka słów samemu dworcowi bo jest czemu. Robi on ogromne wrażenie. Został on otwarty w 1907 roku. Utrzymany jest w stylu klasycystycznym a został zaprojektowany przez Daniela H. Burnhama. Niestety wnętrze było częściowo w remoncie, ale i tak jest na co patrzeć. Warto powiedzieć słów kilka o samym systemie kolejowym w USA. Pociągi jeśli chodzi o standard i obsługę pasażerów przypominają bardziej linie lotnicze niż znane z Europy pociągi. Podobnie jak w samolocie nadaje się bagaż i bardzo podobnie się go odbiera (z taśmy). Sieć kolejowa jest wbrew pozorom bardzo rozbudowana (co prawda turyści rzadko z niej korzystają z powodu ogromnych odległości) i sama w sobie stanowi atrakcję. Jeśli ktoś chce zwiedzić USA pociągiem… czeka go z pewnością niezwykłe przeżycie. Może kiedyś się na to zdecyduję… ? ☺ Przed dworcem kolejowym znajdują się flagi wszystkich stanów tworzących ten kraj (nazwa Union Station nie została nadana przypadkowo) oraz American Legion Freedom Bell. Jest to replika Liberty Bell (Dzwonu Wolności), który stał się symbolem wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

Plecak trochę ciąży, trzeba jak najszybciej dotrzeć do hotelu. Najwygodniej metrem, ale niestety… jest ono drogie. Podobnie jak droga jest przechowalnia bagażu na dworcu w Waszyngtonie. Za mój plecak (niewielki) musiałbym zapłacić 30 dolarów za dzień! Poprzez dzień rozumie zaś się przechowanie bagażu dłużej niż 5 godzin… Kilka słów o metrze. Najtańszy bilet kosztuje 3 dolary i działa tylko na kilka stacji. Jeśli chcemy jechać więcej niż 5 stacji trzebawydać 5 dolarów. Niestety bramki są tak na wejściu jak i na wyjściu z metra (nie tak jak w Nowym Jorku). Jak łatwo policzyć 2 przejazdy dziennie przez 3 dni to wydatek 30 dolarów. Trochę drogo… no, ale oszczędza się na kilku innych rzeczach (np. darmowych muzeach), ale o tym będzie w którymś z kolejnych wpisów. Dojazd do hotelu zajmuje około pół godziny. Waszyngton jest dość rozległy. Nie ma tutaj drapaczy chmur czy innych wysokich budynków. Wynika to z prawa budowlanego jakie obowiązuje w stolicy USA, które mówi, że budowany budynek nie może być wyższy niż trzykrotna szerokość drogi przy której stoi. Wyjątek robi się tylko dla pomników i monumentów. Docieram do hotelu, sprawdzenie e-mail (w końcu☺) i można po posileniu się ruszać poznawać Waszyngton.

Comments

comments