Z Antigua do Panajachel…

DSC_4595Pobudka wcześnie rano. Śniadanie z doskonałą kawą i cukrem trzcinowym. Brązowy i aromatyczny. Jemy i 8 rano pod nasz hotel podjeżdża minibus, który zabierze nas do Panajachel. Powodem, dla którego ludzie tutaj przybywają nie są zabytki, lecz niezwykłe jezioro otoczone wulkanami. Dla mnie był jeszcze jeden powód, dla którego postanowiłem dotrzeć do tego niezwykłego miejsca w Gwatemali. Powodem tym jest niezwykły kult Maximóna. Kult ten jest mieszanką prekolumbijskich wierzeń w majańską boginię Mam i wpływów katolickich. Maximón jest nazywany również imieniem San Simón, katolickiego duchownego niosącego pomoc Indianom na początku XVI wieku. Przedstawiany jest w formie siedzącego mężczyzny w kapeluszu na głowie z zapalonym papierosem bądź cygarem w ustach. W wiecznej peregrynacji co roku zajmuje on inny dom, który staje się na ten okres sanktuarium. Co roku, przy zmianie lokalu, podczas Wielkiego Tygodnia, organizowana jest pielgrzymka do nowego miejsca. Wyznawcy ofiarują Maximónowi pieniądze, alkohol, cygara lub papierosy, by w ten sposób zyskać jego przychylność oraz opiekę nad zdrowiem, dobrymi zbiorami i pożyciem małżeńskim.

Najpierw dojeżdżamy jednak do stolicy departamentu Sololá, noszącej taką samą nazwę jak okręg administracyjny, którego stolicę stanowi. Mieszka tutaj zaledwie 2 tysiące ludzi. Traktujemy miasteczko jako bazę wypadową, która pozwala dotrzeć do oddalonego o 6 kilometrów miasteczka Panajachel. Leży ono w górach Sierra Madre de Chiapas, na brzegu jeziora kraterowego Atitlán. Nazwa miasta pochodzi od słów w majańskim języku kaqchikel i w tłumaczeniu oznacza miejsce, gdzie rosną drzewa sapote.

Po zainstalowaniu się w hotelu ruszamy na wybrzeże. Nie nastręcza większych problemów znalezienie łodzi. Aby ograniczyć koszty, dogadujemy się z poznaną parą z Ekwadoru, która także zwiedza te okolice. Wspólnie wynajmujemy łódź (summa summarum za 700 quetzali) i ruszamy zwiedzać położone nad brzegiem jeziora miejscowości. Wokół jeziora leży (jak twierdzą miejscowi) dwanaście miast. Liczba ta wzięła się stąd, że było dwunastu apostołów. Ponieważ nie ma miejsca, aby opisać tutaj każde w szczegółach poczynię tylko kilka ogólnych uwag – więcej informacji znajdziecie w powstałym (a premiera będzie za kilka tygodni) przewodniku po Gwatemali, który testujemy w praktyce.

Odwiedzanie kolejnych miejscowości pozwala poznać różnice kulturowe między poszczególnymi nimi. Jest to też doskonałe miejsce, aby zrobić zakupy. Każda miejscowość specjalizuje się bowiem w innym rodzaju rękodzieła. Możemy tutaj kupić wyroby tkackie (kupujemy koszule i inne elementy garderoby), wyroby zielarskie (wizyta na plantacji kawy i w zielarni nas po prostu urzekła) czy też biżuterię i ozdoby. Wędrując od miejscowości do miejscowości coraz więcej miejsca w plecakach zajmują „drobiazgi” – od funta kawy przez ozdoby, a na wyrobach ze skóry kończąc. Sama podróż łodzią po jeziorze (przy całkiem wysokich falach!) to także niezwykłe przeżycie. Trochę pada i marzniemy, ale widoki to rekompensują. W końcu zmęczeni docieramy do restauracji i oddajemy się konsumpcji świeżych ryb złowionych w wodach tutejszego jeziora…

Comments

comments