Z Rabatu do Poznania, czyli długi powrót do Polski

Poranek w Rabacie. Łapię taksówkę i na dworzec kolejowy. Bilet mam do Marrakeszu. Chcę jeszcze jedną noc spędzić w tym mieście. Kolejnego dnia autobus do Agadiru i samolot do Poznania. Pociąg punktualny. Marakesz… znów łapię taksówkę i znów w mury medyny. Jeszcze jeden wieczorny spacer po placu, sok pomarańczowy, kolacja z widokiem i powoli trzeba wracać  do hotelu… Następnego dnia wczesnym porankiem autobus do Agadiru — tym razem druga klasa. Na pierwszą zabrakło miejsc. Ciasno, bardzo ciasno. Rzadko można spotkać się z tak diametralną różnicą między jakością pierwszej i drugiej klasy w autobusach (w Polsce takie rozróżnienie może wydać się nawet zabawne) przy tak niewielkiej różnicy w cenie biletu. Pięć godzin jazdy i jestem w Agadirze. Taksówka na lotnisko. W Agadirze to pewien problem, gdyż nie każda taksówka może tam jeździć. Cena: 220 dirhemów i niestety targowanie się  niewiele daje, bo kierowca przystaje na 200. Melduję się na lotnisku, szybka odprawa i samolot linii Enter Air wzbija się w powietrze. W środku nocy, w fatalnych warunkach pogodowych, ląduję na lotnisku Ławica w Poznaniu. Kolejna podróż zakończyła się szczęśliwie. Niedługo ruszam w kolejną! 🙂

Comments

comments