Negombo – plaże, palmy, ocean, ryby i zabytki o których się nie słyszy…

Samolot linii Etihad delikatnie osiadł na płycie lotniska w Negombo. Tak, tak, w Negombo. Lotnisko obsługujące stolicę Sri Lanki leży bowiem właśnie przy tej miejscowości. Ciepło, bardzo ciepło. Siłą rzeczy człowiek zastanawia się, czy taki potężny szok termiczny nie odbije się negatywnie na organizmie – w sumie to pytanie retoryczne, bo prawie zawsze się odbija. Kokosy… Pierwsze palmy kokosowe można zobaczyć, dotknąć i powąchać już przed halą przylotów. Palmy… niezwykłe, przyciągające wzrok. Jakoś odruchowo sprawiają, że poprawia mi się humor.

Roślinie tej wypada poświęcić kilka zdań. Zasługuje ona bowiem na to, jak chyba żadna inna. Palma kokosowa to jedno z najbardziej niezwykłych drzew na naszej planecie. Trudno zresztą do końca zgodzić się z tym, że jest ona drzewem, ale to nieistotne w tym miejscu. Palma kokosowa występuje na całej długości równika. Zawsze pachnie tak samo niezwykle, zawsze kusi orzeźwiającym sokiem z kokosa. Jest symbolem egzotyki jak nic innego, bo czyż jest coś bardziej egzotycznego, niż słomka wbita w kokos i picie chłodnego (a jest on chłodny zawsze) płynu z jej wnętrza na złotej plaży przy błękitnym ocenie? Palma kokosowa zapisała się także na trwałe w języku polskim, aczkolwiek chyba trochę wbrew swojej woli. Można zbijać „takie kokosy”, a w PRL mieliśmy „kokosowe dzieci” (taki wyższy level „bananowych dzieci”). Kokosy zawsze kojarzyły mi się z egzotyką. Z tego „kojarzenia się” zaś pozostało mi to, że kiedy tylko mogę, kupuję kokosy, każę je sobie otwierać i długo, bardzo długo delektuję się wodą kokosową. Tak, tak, wodą! Nie wiem dlaczego przyjęło się w Polsce mówić, że kokosy mają mleko w orzechu. Zaręczam, że piłem z wielu orzechów kokosowych i nigdy nie wypłynęło z nich mleko. Woda kokosowa zaś jest jedną z najczystszych cieczy na planecie ziemia. Dopóki kokosa się nie otworzy, jest ona niemal idealnie sterylna. Jest to też jeden z najbardziej niezwykłych płynów na plancie Ziemia. Jest on tak czysty i tak dobrze przyswajalny dla organizmu, że podaje się go czasami w formie dożylnej kroplówki. Sok kokosowy bowiem ma właściwość niespotykaną nigdzie indziej, potrafi nawodnić niemal każdy organizm żywy – w tym rzecz jasna także organizm ludzki. Poza tym to świetne lekarstwo prewencyjne na wszelkiego rodzaju sensacje żołądkowe, biegunki czy niestrawności.

Kokos to w ogóle niesamowita roślina, gatunek jedyny w swoim rodzaju. W sanskrycie jego nazwa to kalpa vriksha, co można tłumaczyć jako „drzewo, które zaspokaja wszystkie potrzeby”. W języku malajskim nazywa się pokok seribu guna, „drzewo o tysiącu zastosowań”. Trudno odmówić tej nazwie słuszności. Oprócz tego, że woda z orzecha doskonale zaspokaja pragnienie, kopra jest niezwykle pożywna i po prostu smaczna. Zastosowań ma ona równie wiele, co pomysłów na gotowanie. Miąższ można jeść zarówno na surowo (uwielbiam!) jak i po wysuszeniu czy ugotowaniu. Z miąższu można zrobić niemal wszystko (uwielbiam osobiście drzem, który robi się w niektórych częściach Indii). Poza tym wytłacza się z kopry olej oraz… można uzyskać z niego paliwo, które w przeciwieństwie do naszych „bio-paliw” nadaje się do użytkowania „od zaraz” – czytaj: można wlać do baku samochodu i pojechać. Skorupy orzechów mają niezwykle wysoką wartość energetyczną przy spalaniu (porównywalną z węglem kamiennym), a co więcej można z nich wytworzyć węgiel drzewny.

W końcu powiedzieć trzeba o osławionym mleku kokosowym. W końcu jakiś powód musi być tego, że znaczna część  mieszkańców Polski (zazwyczaj to ta część, która nigdy kokosa nie widziała) jest przekonana, że kokos ma w orzechu mleko. Oczywiście taki płyn jak mleko kokosowe istnieje i jest bardzo smaczny. Uzyskuje się go poprzez zalanie zwykłym gorącym mlekiem zmieszanym z wodą kopry kokosowej. Generalnie cały zabieg polega na tym, aby „tradycyjne mleko” wyciągnęło wszystkie ekstrakty z włókien kopry kokosowej, stając się czymś, co można by określić jako „koprą w płynie”. Może nie jest to do końca precyzyjne określenie, ale biorąc pod uwagę właściwości owego „mleka” oraz fakt, że przejmuje ono większość substancji zawartych w koprze, to jest ono jak najbardziej słuszne.

To tylko kilka zastosowań orzecha kokosowego. Napisanie o całym drzewie, o winie z kwiatów kokosa, o jego niezwykłych liściach czy pniach zajęłoby wiele, bardzo wiele stron w pliku word. Wróćmy jednak do Negombo. Odbieramy bagaże, krótka rozmowa z pogranicznikiem (wizy mamy wykupione przez Internet, więc wszystko zajmuje może 3 minuty, nawiasem mówiąc, wizę na Sri Lankę wyrabiamy na tej i tylko na tej stronie: http://www.eta.gov.lk) i opuszczamy halę przylotów. Po wyjściu szukamy stanowiska pre-paid Taxi. Teoretycznie można by zaoszczędzić kilka rupii, targując się z taksówkarzem przed lotniskiem, ale ponieważ jest godzina już 21.00, a my nie mamy ochoty kłócić się przy wysiadaniu z taksówki, „bo cena była za jedną, a nie za dwie osoby” – lub coś w ten deseń – korzystamy z nieco droższej, ale za to pewnej pre-paid Taxi. Za kurs do naszego hotelu w Negombo (kilkanaście kilometrów) płacimy 1500 rupii (sporo – 38 zł), ale po bardzo długiej podróży marzymy o prysznicu i łóżku (Eithad to linie doskonałe, ale i tak ciasne, gdy ma się 2 metry wzrostu). Klimatyzowana (na szczęście, bo szok termiczny może spowodować nawet zapalenie płuc…) taksówka zabiera nas do hotelu. Po pół godzinie, check in i… oficjalnie można zacząć wakacje! Słowo „wakacje” nie jest użyte tutaj bez powodu, gdyż pierwsze 2 dni chcemy poświęcić na „plażowanie”. No dobrze, może nie do końca, gdyż po pierwsze: nie potrafię wytrzymać na plaży, leżąc na słońcu dłużej niż 10 minut (pod warunkiem, że mam np. posmarowane plecy jakimś olejkiem i nie wolno mi wchodzić do wody) po drugie w Negombo też jest sporo do zobaczenia!

Tymczasem jednak prysznic i poznanie hotelu.

Hotel leży nad oceanem, dosłownie nad oceanem, gdyż patio, z którego jadamy śniadania jest usytuowane 3 kroki (dosłownie!) od plaży. Do „wody” mamy zaś może 100 metrów. Pięknie… odrobina trawy, kilka palm kokosowych i zaczyna się plaża… Na plaży cumują katamarany. Są one zasadniczo wykorzystywane w dwóch celach. Z rana do połowy ryb, które zazwyczaj są sprzedawane na znanym w tej części wyspy targu rybnym w Negombo, po południu zaś właściciele tych pływających cudów, zapraszają (no dobrze, nagabują) turystów, aby Ci zechcieli udać się z nimi na około godzinny rejs. Usługa taka kosztuje 4000 rupii (Cena wyjściowa), a po negocjacjach można osiągnąć około 2000 rupii.

Negombo to miasteczko rybackie. Typowo rybackie i urocze samo w sobie. Jest to miejsce wręcz idealne, aby odpocząć po długim locie z Europy. W przewodnikach turystycznych zazwyczaj czytamy, że są tutaj piękne plaże i targ rybny. Jest to o tyle nieprawdziwe, co po prostu głupie. Negombo to miasto pełne zabytków, aczkolwiek raczej nie zachwycilibyśmy się nimi w Europie. Jest tutaj kilkanaście kościołów, drugie tyle świątyń hinduistycznych, ogrom kapliczek, posągów, miejsc mniej lub bardziej istotnych, w których można oddać się medytacji czy po prostu modlitwie. Mieliśmy plażować, ale jakoś tak już jest, że natury pokonać nie można, a nogi każą iść zwiedzać. Spacerujemy po mieście, jemy owoce morza, pływamy w oceanie… kilka dni intensywnego odpoczynku… O tym, co można w Negombo zobaczyć, czego spróbować i jak się bawić, będzie w kolejnym wpisie.

Comments

comments