Z Casablanki do Rabatu

Świt w Casablance przychodzi wcześnie. Słońce dynamicznie wznosi się nad horyzont i robi się bardzo ciepło. Po południu mam pociąg do Rabatu. Najpierw jednak krótki spacer wzdłuż morza. Chciałem chociaż na chwilę zajrzeć do portu, który jest jednym z najstarszych na naszej planecie. Pierwszy port wznieśli tutaj już Fenicjanie niemal 3000 lat temu. Przez stulecia zmieniał się on i rozwijał, nigdy jednak nie wymarł i nie przestał pełnić funkcji jednego z ważniejszych punktów handlowych w tej części świata. Port to prawdziwy, ciągnący się na długości ponad 10 kilometrów kolos. Dopiero spacer wzdłuż części portowego nadbrzeża bulwarem des Almohades pozwala uświadomić sobie, jak wielką instytucją jest miejski port. Idąc wzdłuż wybrzeża, natykam się naprzeciwko portu rybackiego na charakterystyczną fortecę. To Skala. Kamienny bastion z armatami, który przypomina o tym, że kiedyś część wybrzeża była we władaniu Portugalczyków. Pragnęli oni umocnić swoją władzę w tej części Afryki i w roku 1515 zbudowali for obronny, który nazwali Casa Branca, co znaczy „Biały Dom”. Stąd wzięła się nazwa miasta. Fortecę już w roku 1541 Portugalczycy opuścili, a miejscowi sułtanowie dostosowali ją do własnych potrzeb. Obecnie mieści się tutaj jedna z najmodniejszych restauracji w mieście.

Nieco dalej, idąc wzdłuż nadbrzeża można dostrzec na ścianie kamienicy napis: Rick’s Cafe. Mieści się tutaj chyba najbardziej znana kawiarnia w Maroko. Aby wejść do lokalu, trzeba odnaleźć ulicę Sour Jdid i numer 248. Jest to miejsce, którego nie sposób pominąć, jeśli ktoś jest fanem filmu Casablanca. Kawiarnię założyła amerykanka Kathy Kriger, która zafascynowana filmem i Marokiem chciała odtworzyć klimat lat 40. XX wieku w swoim lokalu. Otwarcie nastąpiło w marcu 2004 roku i można tutaj poczuć się niemal jak w filmie. Odtworzono detale tak architektoniczne oraz nastrój okresu lat 40. XX wieku w Maroko.

Pora wracać na dworzec kolejowy. Po drodze zabieram mój plecak i kupuję bilet do Rabatu. Podróż nie trwa długo, pociąg jest wygodny. Tym razem kupuję bilet w drugiej klasie i ku mojemu zaskoczeniu jest ona na poziomie porównywalnym z drugą klasą w PKP. Podróż mija szybko. Wagon wygodny, można poczytać, a nawet nieco odespać wczesną pobudkę. Rabat wita mnie słońcem i niesamowitym tłokiem na ulicach… o tym jednak będzie już w kolejnym wpisie.

Comments

comments