Powrót do Polski z postojem w Bolonii trwającym niemal trzy dni. Cóż, można powiedzieć, że był to wyjątkowo długi powrót. Bolonia, miasto piękne o bogatej historii, posiadające imponujące zabytki i najstarszy w Europie uniwersytet. Można się nad nim zachwycać, ale można też po prostu zwiedzać. My podeszliśmy do niego dość pragmatycznie – zwiedzamy, ale nie na siłę, powoli, aby odpocząć. Zwiedzanie Bolonii trudno rozpocząć z innego miejsca niż Piazza Maggiore. Plac ten jest historycznym, kulturalnym centrum miasta. Tutaj koncentruje się życie towarzyskie oraz najważniejsze zabytki. Żaden turysta, który odwiedza Bolonię, nie może pominąć tego miejsca. Plac w sobie jest unikalnym w skali Europy kompleksem architektonicznym. Jest to też jeden z najstarszych stale używanych placów miejskich we Włoszech. Czytaj więcej
Samolot do Bolonii już niedługo. Chcę jeszcze zobaczyć kilka miejsc na Malcie a czasu coraz mniej. Mimo wszystko ruszamy. Autobus z Valletty numer 91 zabiera mnie do Marsaskali. Nie wiadomo skąd wzięła się nazwa miejscowości. W nauce (i wśród mieszkańców) funkcjonuje co najmniej kilka wersji. Najbardziej powszechna opinia głosi, że słowo pochodzi z języka arabskiego i oznacza „zatokę”. Inna wersja mówi, że nazwa miasta jest zniekształconą formą słowa Sqalli, które oznacza „Sycylijczyków”, a miała powstać, gdy duża populacja sycylijskiej ludności osiedliła się w tutejszym porcie. : Największą atrakcją miasta jest Wieża Świętego Tomasza. Wieża była częścią systemu fortyfikacji Malty. Wzniesiono ją przy morzu nieopodal przylądka Il-Hamriga. Budowa wieży została ukończona w roku 1614 i zabezpieczyła okoliczne forty i miasteczka. Czytaj więcej
W przerwie w opisie Malty i Bolonii udało się w końcu wrzucić film prezentujący Górski Karabach. Przewodnik praktyczny po najciekawszych zakątkach tego zakaukaskiego regionu świata. Zapraszam do oglądania 🙂
Gozo to to druga co do wielkości wyspa archipelagu Wysp Maltańskich, która jest położona 6 km na północny zachód od Malty. Aby się tutaj dostać wczesny rankiem ruszamy autobusem do przystani w Ċirkewwa. Terminal promowy jest nowoczesny, wygodny wyposażony w wi-fi i wszystkie udogodnienia niezbędne w takim miejscu. Co ciekawe, kawa tutaj kosztuje tyle samo co wszędzie. Miła odmiana ☺ 24 godziny na dobę i odpływają średnio co 30-45 minut w ciągu dnia i co 60-90 minut nocą. Aktualny rozkład (zmienia się sezonowo) można sprawdzić na stronie internetowej przewoźnika:http://www.gozochannel.com. W czasie rejsu (no może to za duże słowo) strasznie wieje – pogoda niestety przestaje sprzyjać. Pół godziny i wysiadamy w Mġarr. Ta niewielka osada rybacka jest jednocześnie jedynym portem na wyspie. Nad osadą góruje kościół pod wezwaniem Matki Bożej z Lourdes. Świątynia wznosi się na skałach i można odnieść wrażenie, że za chwilę spadnie w przepaść. Zbudowano ją w roku 1880. Kościół poświęcono Matce Bożej z Lourdes i jest on centralnym punktem modlitw w czasie każdej rocznicy objawień. Czytaj więcej
Po obejrzeniu klifów ruszamy pieszo przez wyspę. Można by poczekać na autobus, ale… najbliższy jedzie za godzinę. Szkoda czasu. W godzinę można bez problemu przejść 4-6 kilometrów w zależności od tego ile zdjęć po drodze się zrobi. Ruszamy. Celem pierwszym jest Siġġiewi. Pięknie położona osada, nad którą dominują jeszcze piękniejsze świątynie. Tereny na których leży miasto były zasiedlone już w starożytności. Niemniej podkreślić należy, że do czasu objęcia nad wyspą władzy przez joannitów nie było tu większego skupiska, które mogłoby pretendować do rangi miasta. Dopiero w XV wieku pojawiła się w tej okolicy większa grupa zabudowań. Z formalnego punktu widzenia miasto zostało tutaj założone dopiero 30 grudnia 1797 roku, kiedy to odpowiedni dokument wydał Wielki Mistrz Ferdinand Von Hompesch, a wnioskował o to stojący na czele miejscowej parafii Don Salvatore Curso. Czytaj więcej
Kilka słów o przewodniku do którego zbieraliśmy materiały na Malcie w formie Wideo. Resztę relacji postaram się niedługo dopisać 🙂 Przewodnik jest dostępny w naszej Księgarni Globtrotera o TUTAJ. Mam nadzieję, że się spodoba 😉 Myślę, że do końca przyszłego tygodnia uzupełnię wpisy także z Bolonii a już w maju kolejna wyprawa – do Gwatemali! Chcemy w praktyce sprawdzić przewodnik po tym kraju jaki „się pisze” 🙂
Celem na dziś jest jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na Malcie. Z hotelu w St Julien wsiadamy w autobus numer 202. Cel nasz – tytułowe klify – leży na samym końcu jego trasy. Zwiedzanie rozpoczynamy od miejscowości o nazwie takiej samej jak wspomniane klify – w końcu od nich nazwa ta pochodzi. Wioska leży na uboczu i zawsze sprawy wyglądały w ten sposób. Z jednej strony była to duża niedogodność ( jeszcze w latach 70tych XX wieku nie jeździł tutaj żaden autobus!) i aby dotrzeć „do cywilizacji” trzeba było pieszo lub konno dotrzeć do Rabatu. Takie usytuowanie było jednak w dużej mierze zbawienne dla miejscowej architektury i zwyczajów. Ludzie żyli tutaj i nadal żyją wolno, zgodnie z rytmem natury od niepamiętnych czasów. Badania archeologiczne dowiodły, że w starożytności w okolicy były kamieniołomy, a w miejscu dzisiejszej wioski niewielka osada. Za czasów panowania na wyspie Fenicjan i Rzymian w okolicznych skałach chowano zmarłych. Zachowały się też dowody kremacji zmarłych. Znaleziono też groby należące do Kartagińczyków z bardzo bogatym wyposażeniem grobowym w postaci ceramiki i sprzętów codziennego użytku. Z czasów rzymskich znaleziono też fragmenty solidniejszych konstrukcji. Niektórzy archeolodzy twierdzą, że znajdowały się tutaj łaźnie. W dobie średniowiecza źródła prawie nie wspominają o wiosce, a jeśli już to w kontekście wydarzeń w znacznie większym Rabacie. Obecny kształt zabudowań osada zyskała w XVI wieku. Czytaj więcej