Pobudka wcześnie rano. Śniadanie z doskonałą kawą i cukrem trzcinowym. Brązowy i aromatyczny. Jemy i 8 rano pod nasz hotel podjeżdża minibus, który zabierze nas do Panajachel. Powodem, dla którego ludzie tutaj przybywają nie są zabytki, lecz niezwykłe jezioro otoczone wulkanami. Dla mnie był jeszcze jeden powód, dla którego postanowiłem dotrzeć do tego niezwykłego miejsca w Gwatemali. Powodem tym jest niezwykły kult Maximóna. Kult ten jest mieszanką prekolumbijskich wierzeń w majańską boginię Mam i wpływów katolickich. Maximón jest nazywany również imieniem San Simón, katolickiego duchownego niosącego pomoc Indianom na początku XVI wieku. Przedstawiany jest w formie siedzącego mężczyzny w kapeluszu na głowie z zapalonym papierosem bądź cygarem w ustach. W wiecznej peregrynacji co roku zajmuje on inny dom, który staje się na ten okres sanktuarium. Co roku, przy zmianie lokalu, podczas Wielkiego Tygodnia, organizowana jest pielgrzymka do nowego miejsca. Czytaj więcej
Po posiłku ruszamy szlakiem kościołów w Antigua. Pierwszym naszym celem jest kościół Nuestra Señora de La Merced. Został on zbudowany przez Zakon Najświętszej Maryi Panny Miłosierdzia dla Odkupienia Niewolników, który szerzej jest znany pod nazwą Mercedarian. Budowę świątyni ukończono w latach 40tych XVI wieku. Niestety świątynię po kilkunastu latach zniszczyło trzęsienie ziemi. Tak klasztor jak i kościół odbudowano, ale w roku 1717 znów trzęsienie ziemi ponownie obróciło go w ruinę. Ponownie przeznaczono ogromne środki na obudowę. Ogłoszono swoisty konkurs, którego celem było wyłonienie architekta, który zaprojektuje świątynię odporną na trzęsienia ziemi. Wybór padł na nieznanego szerzej w tej części Ameryki Środkowej budowniczego imieniem Juan Luis de Dios Estrada. Trzeba przyznać, że wywiązał się ze swojego zamiaru. Kościół jest dość niski, przysadzisty, ba grube mury i system łuków wspierających dach. Dzięki temu konstrukcja przetrwała wszystkie kataklizmy jakie nawiedziły te tereny. Otwarto ją w roku 1767. Cechą charakterystyczną świątyni jest też potężny krzyż przed nią.
Czytaj więcej
W końcu, ponad dwa tygodnie po premierze, mogę powiedzieć kilka słów o przewodniku po Chorwacji, który jest najnowszą publikacją w moim Wydawnictwie Globtrotera. Niestety wcześniej nie miałem możliwości nagrać wideo, gdyż aktualnie biegam z pierwodrukiem jednego z kolejnych przewodników, którego wydanie planuję (przewodnikiem po Gwatemali), gdzieś w odmętach środkowoamerykańskiej dżungli. Relację z owego „sprawdzania przewodnika w praktyce” możecie śledzić na blogu. Tymczasem słów kilka o przewodniku po Chorwacji:
Wstajemy bardzo wcześnie. Mimo że położyliśmy się o 19.00 miejscowego czasu, to 8 godzin różnicy robi swoje. W Polsce jest 13.00 tutaj 5.00. ☺ Idealnie. Trochę ogarnąć się po podróży, prysznic, śniadanie w hotelu na które składają się pieczone banany, fasola, jajka i placki kukurydziane i ruszamy zwiedzać. Jesteśmy w La Muy Noble y Muy Leal Ciudad de Santiago de los Caballeros de Guatemala co tłumaczyć należy jako „Najbardziej Zaszczytne i Najwierniejsze Miasto Świętego Jakuba od Rycerzy Gwatemali”. Obecnie jest znane pod nazwą Antigua. Miasto zostało założone przez Pedro de Alvadro – awanturnika, który marzył o stworzeniu własnego królestwa w Ameryce środkowej. Początkowo nie planował on budowy tym miejscu, ale poprzednia lokalizacja była stale narażona na ataki ze strony Majów. Pierwsze kroki (z uwagi na lokalizację hotelu) kierujemy na dworzec autobusowy. Czytaj więcej
Samolot do Gwatemali wystartował z lekkim opóźnieniem. Załadować prawie 300 pasażerów okazuje się, że jest dość skomplikowaną operacją. Cóż… To można zrozumieć. Wsiadam i odnajduję swoje miejsce. Pierwsze wrażenie: negatywne. Biorę do ręki folder, który znajduje się w kieszeni siedzenia, czytam w nim, że można korzystać z centrum rozrywki. Filmy, muzyka, gry i dużo więcej. Problem w tym, że… żadnego centrum rozrywki nie ma. Nie ma spodziewanego indywidualnego monitora w siedzeniu przede mną. Cóż… trochę to zaskakujące – 10 godzin lotu i brak czegoś, co wydawałoby się jest standardem. Linia lotnicza Iberia wykazała się poczuciem humoru (nie najwyższych lotów), gdyż folder, który otrzymuje każdy pasażer pokazuje… wygody w klasie business. Jeśli to polityka reklamowa, która ma zachęcić do latania biznesem, to raczej nieudana, bo irytuje podróżnego pokazując czego nie dostanie w ramach posiadanego biletu. Czytaj więcej
Nieprzespana noc. Godzina 2 w nocy ruszamy na przystanek autobusowy w strugach deszczu. Pechowy jest ten początek kolejnego wyjazdu. Najpierw leje, potem ucieka nam nocny autobus, następnie nie działa bankomat i szukamy taksówki w której można płacić kartą. Udaje się dotrzeć na przystanek linii PolskiBus, ale… okazuje się, że przewoźnik przeniósł przystanek o kilkadziesiąt metrów i autobus do Berlina odjechał bez nas. Co tu robić? Szybka decyzja. Mimo przemęczenia i zimna udaje się połączyć z Internetem i kupić bilety na linię SimpleExpress. Autobus mamy o 10.40. Ubożsi o 30 euro (w sumie i tak niewiele jak za dwie osoby do Berlina) wracamy do domu. Można się przespać. Gdy docieramy do naszego locum zegarek pokazuje 6.00. Dwie godziny snu, śniadanie, małe zakupy, sprawdzenie czy chociaż trochę wyschły plecaki i marsz na dworzec autobusowy w Poznaniu. Czytaj więcej
Po obiedzie kontynuujemy zwiedzanie placu i okolic. Cel pierwszy to Palazzo dei Notai. Gildia notariuszy była bardzo wpływowa w dobie średniowiecza. Notariusze świadczyli swoje usługi pod portykami otaczającymi pałac. Potem, wraz z bogaceniem się przenieśli się do wnętrza pałacu na jego parter. Pałac został wzniesiony w roku 1381, a zaprojektowali go dwaj architekci Berto Cavalletto oraz Lorenzo da Bagnomarino. Niestety nie udaje się wejść do środka z powodu remontu. Kierujemy się do Palazzo dei Banchi. Nazwa wzięła się od niewielkiego, ale słynącego z solidności banku, który zajmował ten budynek. Został on zbudowany w roku 1412. Dość szybko okazało się, że wraz z bogaceniem się banku, gmach jest niewystarczający na potrzeby instytucji finansowej. Między rokiem 1563 a 1568 zlecono modernizację budynku i jego dostosowanie do nowych potrzeb miejscowemu architektowi Jacopo Barozzi da Vignola. Powstał wówczas piękny portyk i wszystko co dziś można podziwiać. Tutaj także nie udało się wejść do środka, ale spacer wokół w zupełności wystarczył. Czytaj więcej