Wyjazd na Litwę możliwy był z kilku względów, cytat w tytule wydaje się idealny z uwagi na fakt, że od Adama Mickiewicza wizyta w Wilnie się zaczęła. Ale po kolei. Wilno nie jest mi obce, byłem tutaj jakieś 7 lat temu. Powrót zaś był możliwy z kilku powodów, spośród których nie najmniej istotnym było to, że udało się kupić bilet z Poznania do Wilna za 12 zł . Tyle samo kosztował bilet powrotny, co w konsekwencji sprawiło, że przejazd trasy Poznań-Wilno-Poznań kosztował zawrotną sumę 24 złotych. Podróż była dość długa, ale wygodna. Trochę spałem, trochę bawiłem się systemem rozrywki, który dostarczył przewoźnik i jakoś zeszło. Czytaj więcej

Dla tych, którzy niekoniecznie mają ochotę czytać całą relację z podróży. Przewodnik to doskonałe uzupełnienie mojej książki pt. „Azerbejdżan. Przewodnik globtrotera„, która na kilkudziesięciu stronach opisuje też Górski Karabach.

Powrót do Polski z Erywania gdy leci się przez Moskwę to prawdziwa przygoda, o czym przekonać można się było, gdy wydawało się, że już za kilka godzin będziemy w samolocie Polskich Linii Lotniczych LOT, lecącym z Moskwy do Warszawy. Na pokładzie jedzenie gorsze niż w rosyjskich liniach, ale polska prasa pozwalała wrócić do rzeczywistości i zabić czas, no ale po kolei. Najpierw trzeba było wydostać się z Górskiego Karabachu, co gdy nie ma się ważnej wizy może być kłopotliwe. Taktyka przyjęta przy przekraczaniu granicy była następująca i sprowadzała się do założenia: siedzieć w autobusie, zachowywać się jak miejscowi i mieć nadzieję, że celnik nie wejdzie. Czytaj więcej

Turystycznie Górski Karabach to miejsce niezwykle ciekawe: bogate w zabytki, o oryginalnej kulturze, kuchni, a nawet języku. Zobrazować to można na przykładzie dwóch miejsc. Do obu można dojechać ze Stepanakertu w ciągu mniej więcej 40 minut. Z jednej strony uwidacznia to jak wielkie bogactwo zabytków występuje na tym niewielkim obszarze, z drugiej zaś przeczy dość powszechnej opinii, że Karabach jest niebezpieczny i jest miejscem trudnym dla turysty. Już sama podróż w ten region jest ekscytująca. Zaczyna się niczym u Stevena Spielberga – najpierw trzęsienie ziemi a potem napięcie rośnie. Trzęsieniem ziemi jest widok, otwierający się przed turystą na początku podróży minibusem relacji Erywań – Stepanakert. Czytaj więcej

Najpierw mapa prezentująca trasę jaką musiałem pokonać do Stepanakertu:

[mappress mapid=”3″]

O Górskim Karabachu, który z powodu błędnego tłumaczenia z rosyjskiego, często nazywany jest Górnym Karabachem (trasę do niego prezentuje mapa obok), nie sposób napisać mało. Bardzo trudno też napisać cokolwiek bez chociażby pobieżnego zobrazowania sytuacji politycznej, społecznej i kulturowej tego skrawka naszego globu. Na wstępie zaznaczyć trzeba, że turysta w Górskim Karabachu nie może liczyć na żadną pomoc dyplomatyczną ze strony kogokolwiek. Obszar nie jest bowiem uznawany przez żadne państwo, nawet przez Armenię. Czytaj więcej

Kończy się Azerski etap  wyprawy. W ostatni dzień przed opuszczeniem Baku, rzutem na taśmę, udało się obejrzeć wieś Qala i mieszczący się tam park archeologiczny. Park jest bardzo interesujący, prezentuje historię regionu od paleolitu do XX wieku. Obejrzeć tutaj można doskonały park archeologiczny, świetnie odrestaurowany zamek oraz muzeum, którego wygląd zewnętrzny przewyższa zawartość (prawie w całości poświęcone jest sprzętowi do parzenia herbaty). W okolicy znajduje się też ogromny cmentarz. Zaniedbany, z setkami grobowców, krypt i mauzoleów. Najstarsze mają setki lat. Czytaj więcej

Zanim przejdę do opisu miejsca, które stało się przedmiotem jakże fascynującego wpisu, koniecznym jest poświęcenie kilku zdań miastu Gandża, które wspomniałem mimochodem w poprzednim wpisie. Obecnie piszę z nocnego pociągu relacji Tbilisi-Erywań co skutkować będzie tym, że zapewne długo po jego ukończeniu będę mógł go opublikować.

Zatem Gandża. Jest to drugie co do wielkości miasto Azerbejdżanu. Najwygodniej dotrzeć tutaj pociągiem nocnym, przede wszystkim oszczędza się na noclegu,a pociąg sypialny jest bardzo tani. Koszt miejsca w przedziale 4 osobowym to zaledwie 9 manatów tj. niecałe 40 zł. Jako że poprzednim punktem zwiedzania było miasto Szeki tańszym, aczkolwiek nie najwygodniejszym, sposobem transportu okazała się w naszym przypadku marszrutka. Czytaj więcej