W końcu wypadałoby coś napisać o stolicy Azerbejdżanu jako takiej. Było o zabytkach, miejscach pamięci oraz szklanych domach. Ale jaka jest w istocie stolica Azerbejdżanu. Na pewno pełna kontrastów. Kontrasty te rozkładają się wachlarzem od strony Morza Kaspijskiego poczynając (Baku nowoczesne, europejskie, zostawiające w tyle wiele europejskich stolic, w tym Warszawę) a na dzielnicach położonych z dala od morza kończąc (typowe postradzieckie miasto).

Zoroastryzm, nazywany czasami w języku polskim Zaratusztrianizmem, to jedna z najstarszych, nadal istniejących religii monoteistycznych. Zaratusztra żył prawdopodobnie około 1000 lat przed Chrystusem. Zaratusztrianizm wywarł silny wpływ na judaizm, a co za tym idzie, także na chrześcijaństwo oraz islam. Niewykluczone, że od nich przejęły te religie takie elementy jak: pojęcie szatana, sąd ostateczny czy pośmiertną wędrówkę dusz. Muzułmanie nazywali i nadal nazywają zoroastrian “czcicielami ognia”.

Nad starym miastem w Baku wznosi się wzgórze, a na nim umiejscowiono Shahidlar Hiyabany czyli Męczeńską Drogę. Dlaczego nosi taką nazwę o tym będzie za chwilę. Na wzgórze wspinaczka zajmuje około pół godziny. Można wjechać na nie kolejką (koszt 2 manaty), ale spacer jest przyjemniejszy, mimo że męczący. Ze wzgórza roztacza się wspaniały widok na Baku. Widok urzekający. Kiedy jeden z najwybitniejszych poetów rosyjskich, Maksim Gorki, przybył do Baku, patrząc na nie z góry orzekł, że wygląda jak Neapol.

Azerbejdżan jest krajem “strzeżonym przez ogień”. Nazwa ta ma bardzo długą i niezwykle bogatą historię. Pod koniec IV wieku przed Chrystusem satrapą (namiestnikiem) Medii, która stanowiła wówczas część Imperium Achemenidów, a potem część Imperium Aleksandra Wielkiego, był Atropates (po starogrecku Aτρoπάτης). Imię to pochodzi od staroperskiego słowa Aturpat co oznacza właśnie “strzeżony przez ogień”. Ów Atropates po śmierci Aleksandra Wielkiego stał się samodzielnym władcą. Od jego imienia państwo, którym rządzili Grecy, nazwali Atropateną.

Plan kolejnego wyjazdu gotowy! Cel zaś jest jeden – sprawdzić w praktyce jak wygląda przygotowany przeze mnie przewodnik turystyczny po Azerbejdżanie i Górskim Karabachu oraz drugi przewodnik: po Armenii. Nie jest to trasa łatwa. Najpierw lot przez Moskwę do Baku. Podróż z przesiadkami potrwa około 9 godzin. Różnica czasu oraz latanie nocą nie jest najprzyjemniejsze, ale czego się nie robi, aby zobaczyć nowe miejsce! Zatem najpierw Baku potem centralny Azerbejdżan. Region ten jest nie tylko ciekawy historycznie, ale także bardzo trudno dostępny dla turysty.

We wtorek wróciłem z Krakowa z promocji przewodnika „Gruzja. Przewodnik Globtrotera” w ramach III Dni Kultury Gruzińskiej. We wtorek musiałem też wykonać bardzo ważny telefon do Ambasady Republiki Azerbejdżanu w Warszawie z grzecznym zapytaniem, czy złożony wniosek wizowy został rozpatrzony pozytywnie. Po nerwowym oczekiwaniu usłyszałem magiczne „można odebrać”. A więc kolejny wyjazd do Azerbejdżanu! Zdobycie wizy do tego kraju uchodzi za rzecz trudną. Ambasada na swoich stronach internetowych (w dużej mierze nieaktualnych) zaleca, aby wnioski wizowe składać za pośrednictwem agencji turystycznych.