Opuszczamy Pueblę i autobusem ADO ruszamy w 350-kilometrową podróż na południe. Naszym celem jest miasto Oaxaca de Juárez, które mało kto tytułuje pełną jego nazwą. Oaxaca to miasto, którego nazwę równie trudno wymówić poprawnie (czyli tak jak miejscowi), podobnie jak dla nie-Polaka brzmi słowo „Chrząszczyce”. Niemal niemożliwe, a jednak po dłuższym ćwiczeniu wykonalne. Autobus nieco mniej wygodny niż poprzednio, kupiliśmy bilety drugiej klasy. W południe dojeżdżamy w końcu na miejsce. Wysiadamy na nowoczesnym dworcu i łapiemy taksówkę do naszego hotelu. Wybraliśmy lokum nieopodal centrum miasta. Nie najnowszy, ale w gruncie rzeczy…