Kilka słów o mnie…. To będzie trudne. A więc strona na której jesteś drogi internauto jest formą materializacji mojej pasji podróżniczej. Znajdziesz tutaj sporo o podróżach, dalekich krajach i historii miejsc do których udaje mi się w bardziej lub mniej szczęśliwy sposób dotrzeć. Zawsze staram się, aby podane informacje były nie tylko ciekawe, ale też przydatne dla osób, które chciałyby odwiedzić miejsca w których byłem. Pasja podróżowania sprawiła, że udało mi się napisać kilka przewodników turystycznych oraz uruchomić księgarnię dla podróżników, która oferuje nie tylko przewodniki, ale także…


Wypić kawę w Rzymie i obserwować przy tym życie miasta to pewien rytuał. Aby kawiarnia była kawiarnią musi we Włoszech centralnych (konkretnie w Lacjum) spełniać pewne warunki. Po pierwsze: stoliczki przy których się siada muszą być niemiłosiernie małe, aby jak najwięcej ludzi upchnąć na niewielkiej, wynajmowanej przez właściciela przybytku powierzchni. Po drugie: stoliczki muszą być wyposażone w popielniczki, a jeśli ktoś nie pali (tak jak my) to ma problem przez duże „P”. Po trzecie: w dobrej kawiarni musi być głośno – najlepiej jeśli rozmowy toczą się równocześnie o piłce nożnej i polityce, gdyż gwarantuje to duże zyski dla właściciela (na obydwu tych rzeczach każdy Włoch zna się doskonale i musi za wszelką cenę przekonać do swoich racji adwersarza). Jeśli te trzy elementy są spełnione kawiarnia jest nie tylko „włoska” ale prawdziwie „rzymska”! Na kawę najpierw trzeba poczekać. Potem pić ją powoli (no chyba, że pijemy przy barze stojąc – wówczas szybko) i delektować się każdą chwilą. Nam nieco się śpieszy – czekają zabytki.
Kontynuujemy zwiedzanie Centro Storico od miejsca, gdzie cesarz Domicjan zbudował potężny stadion – jesteśmy na Piazza Novona. W XVII wieku plac nabrał barokowego charakteru, kiedy jego przebudowę zlecił papież Innocenty X. Papież ów nie przepadał za surowym średniowieczem, ani „zboczonym” renesansem (co przy jego zainteresowania płcią przeciwną jest dość zaskakujące – dość powiedzieć, że był… prawnukiem papieża Aleksandra V. Był on także co ciekawe pod przemożnym wpływem swojej kochanki wdowy po swoim bracie, donny Olimpii Maidalchin). Innocenty dokończył w pewien sposób dzieło papieża Sykstusa IV, który w roku 1477 przeniósł tutaj z Kapitolu targ, który działał w tym miejscu do około 1867 roku. Mieszkańcy okolicy nadal kultywują tradycję tego targu pod postacią grudniowych jarmarków świątecznych. Czytaj więcej

Historyczne (ale nie „starożytne”) centrum wiecznego miasta rozciąga się wokół Panteonu. „Nie-starożytne” znaczy zaś tyle, że owszem są tutaj budowle, których historia sięga 2000 lat, ale nie one stanowią centrum zainteresowania turysty. W tym miejscu powinienem zakończyć ten wpis, gdyż każde słowo jakie pojawi się po zakończeniu tego zdania będzie dowodzić, albo mojej ignorancji, albo też tego, że lekce sobie ważę „doniosłość” zabytków, które mijamy (zwłaszcza kościołów) i niezbyt precyzyjnie (ba! albo w ogóle!) o nich nie piszę. Ignorancja jest jednak rzeczą ludzką zatem postaram się po krótce napisać praktyczny przewodnik dla tych z Was, którzy mieliby ochotę przespacerować się po słynnym „Centro Storico”.
Przed Panteonem zawsze są tłumy. Szczególnie wielkie mrowie ludzi jest zawsze w tym miejscu, w którym swój cień rzuca postawiony przed wzniesioną przez Agryppę świątynią, egipski obelisk. Tłumy, człowiek na człowieku, a wszyscy chcą z tego cienia skorzystać. Spod tego obelisku ruszamy na podbój Centro Storico. Terminem tym określa się zamieszkały od średniowiecza obszar wewnątrz murów miejskich. W miejscu współczesnego centrum historycznego rozciągało się w starożytności Pole Marsowe (Campus Martius) czyli plac do ćwiczeń dla wojska. Tereny obecnego historycznego centrum były zabudowane częściowo już w starożytności. Tutaj najprawdopodobniej w teatrze został zamordowany Juliusz Cezar (z powodu remontu, obradowali tutaj senatorowie – przepraszam wszystkich specjalistów, którzy mają rozmaite teorie na ten temat) i tutaj w roku 86 cesarz Domicjan zbudował potężny stadion na 30 tys. widzów. Tutaj także zbudowano mauzoleum cesarza Augusta. No tak, ale nie o tym ma być w tym wpisie (to swoiste zboczenie wracać ciągle do starożytności). Nas interesuje nieco późniejszy okres i późniejsze zabytki… Szczegóły na mapce poniżej.
Na wschód od Panteonu znajduje się Piazza di Pietra a przy niej Palazzo della Borsa. W przeszłości znajdowała się tutaj giełda – stąd nazwa. Pierwotnie, w II wieku w miejscu tym znajdowała się zbudowana przez Antoninusa Piusa świątynia Hadriana, której kolumny do dziś można podziwiać. Wspierają one znacznie później wzniesiony gmach stanowiąc alegorię tego na czym wspiera się cała późniejsza historia Rzymu i Europy. Dobra, ale miało nie być o starożytności. Obecnie plac to wielki „bufor” przez który przelewają się tłumy ciągnące ku Panteonowi. Chwila odpoczynku od upału w cieniu rzucanym przez antyczne kolumny i idziemy obejrzeć Piazza di Montecitorio przy którym wzniesiono Palazzo di Montecitorio. Tutaj swoją siedzibę ma Izba Deputowanych. Zbiera się ona tutaj od roku 1871. Pierwotnie pałac zbudowano jako siedzibę dla władz świeckich Państwa Kościelnego. Zaprojektował go sam Bernini w roku 1650 a oddano go do użytku w roku 1697. Przed pałacem obejrzeć można przywieziony przez cesarza Oktawiana Augusta obelisk egipski. Sam obelisk pochodzi z VI wieku przed Chrystusem a cesarz sprowadził go, aby pełnił on funkcję ogromnego zegara słonecznego i co ciekawe do dziś ów zegar działa – przy czym z uwagi na tłumy turystów, kawiarnie i robotników, którzy w Rzymie ciągle coś muszą naprawiać, nie polecałbym próbować odczytywać obecnej godziny – może to w najlepszym wypadku grozić stratowaniem przez turystów a w najgorszym rozjechaniem przez ciężarówkę. Ponieważ niższa izba parlamentu nie może (przynajmniej we Włoszech) funkcjonować bez wyższej ruszamy na zachód i przez Piazza Capranica dochodzimy do Piazza Madama, gdzie zbudowano piękny Palazzo Madama, w którym swoją siedzibę ma obecnie senat Włoch. Powstał on w XVI wieku na zamówienie Medyceuszy. Nazwę pałac zawdzięcza Małgorzacie Parmeńskiej (żyła w XVI wieku), którą określano mianem „Madama Margherita”. Była ona nieślubną córką cesarza Karola V. Od południa do Palazzo Madama przylega kościół S. Luigi dei Francesi. Świątynia skrywa prawdziwe skarby malarstwa wśród których znajdują się m. in 3 obrazy Caravaggia (trzeba ich szukać w piątek kaplicy po lewej stronie nazywanej Capella Contarelli). Caravaggio przedstawił sceny z życia św. Mateusza. Przechodzimy do kościoła św. Iwa. Zbudowano go w XVII wieku a architektem był sam Francesco Borromini. Uderza tutaj niezwykła fasada oraz oryginalna, śnieżnobiała spiralna dzwonnica. Ołtarz główny ozdabiają obrazy Pietra da Cortony z 1661 roku. centralne miejsce zajmuje obraz przedstawiając św. Iwona w otoczeniu aniołów.
Wracamy na południowy-wschód od Panteonu, znów przedzierając się przez tłumy jakie wokół niego się gromadzą i odnajdujemy jeden z niewielu gotyckich kościołów jakie zachowały się w stolicy Włoch a jest nim Santa Maria Sopra Minerva. Przed nim dostrzeżemy słonia z egipskim obeliskiem na grzbiecie – rzeźba pochodzi z XVII wieku. Został kościół ten zbudowany w roku 1280. Nowa budowla zastąpiła starszą z VI wieku po Chrystusie. Świątynia skrywa grobowce kilku papieży oraz zmarłej w roku 1380 patronki Włoch, św. Katarzyny ze Sieny. Całość wieńczą prace Michała Anioła. W kościele odnaleźliśmy także grobowce aż trzech Polaków. Pierwszym był biskup przemyski Antonii Józef Wałygina Monastyrski, drugim Witold Bronisław Stablewski a trzecim Jóżef Korwin-Szymanowski. Ten ostatni był generałem w czasie powstania listopadowego. Wychodzimy ze świątyni i skręcamy w ulicę Via del Pie’di Marmo. Dochodzimy do siedemnastowiecznego kościoła św. Ignacego Loyoli. Zbudowano go na cześć założyciela zakonu jezuitów. Najważniejszym dziełem sztuki w tym kościele jest malowidło iluzjonistyczne Andrei Pozziego na suficie, które przedstawia sklepienie niebieskie.
Zrobiliśmy małe „kółko” i jesteśmy niedaleko punktu z którego rozpoczął się nasz spacer. Siadamy na kawie, aby nieco odpocząć od upału… Kolejne kroki skierujemy do leżącego w sercu Centro Storico dawnego stadionu cesarza Domicjana. O tym jednak będzie w kolejnym wpisie.

Zwiedzanie starożytnego Rzymu w Rzymie współczesnym to przede wszystkim nieustanne poszukiwania. No bo który kamień jest „rzymski”, a który „średniowieczny”. Który z nich jest „renesansowy”, a który obrobiono w dobie „baroku”? Przecież summa summarum i tak niemal wszystkie wycięli i obrobili „starożytni” Rzymianie, umieszczając je we wznoszonych przez siebie budowlach. W czasie kolejnych wieków los tych kamieni był różny. Niewiele pozostało na miejscach, w których położono je w starożytności. Wiele było wykorzystywanych ponownie, a nawet wyrzucanych jako „zbędny” gruz. Są jednak trzy budowle, które pozostały jako tako nienaruszone. Powody tego „nietknięcia” ich w późniejszych czasach były różne. Pewna piramida – była grobowcem, a profanować takie miejsce to „nie po chrześcijańsku”. Circus Maximus był tak ogromny, że przez wieki żadna ludzka ręka nie była w stanie go zabudować, zaś Panteon najpierw był świątynią rzymską, potem chrześcijańską, a potem miejscem pochówku wybitnych postaci z królem Włoch na czele.
Zjedliśmy coś na mieście. Jesteśmy we Włoszech, więc zdecydowaliśmy się na pizzę. Takiej pizzy, jak tutaj, nie ma nigdzie, nawet na Sycylii. Cięta nożyczkami, zawsze „na kilogramy” i zawsze świeża. Do pizzy: niemieckie piwo. Może niezbyt wyszukane i „włoskie” połączenie, ale jakoś tak naszła mnie ochota na piwo, a niemieckie było w największej butelce (nie bez znaczenia w czasie upałów J!). Czytaj więcej

Zwiedzanie Forum Romanum to przedsięwzięcie dość skomplikowane. Skomplikowane, bo trzeba być bardzo uważnym, aby nie „przeoczyć” jakiegoś zabytku. Dwa kolejne monumenty, do których się udajemy, są raczej trudne do „przeoczenia” i znacznie „prostsze” do zwiedzenia w sensie historycznym. Szybkim krokiem ruszamy do Koloseum. Wizyta w Rzymie bez wizyty w Koloseum „nie liczy się”. Moim zdaniem to nieco rozdmuchane, bo w Wiecznym Mieście jest wiele znacznie ciekawszych zabytków, ale ponieważ zobaczyć Koloseum (po raz któryś tam) trzeba, to maszerujemy.
Poprawna nazwa tego miejsca to Amfiteatr Flawiuszów (łac. Amphitheatrum Flavium). Cała konstrukcja to duża eliptyczna budowla o długości 188 metrów i szerokości 156 metrów. Obwód całości to aż 524 metry, a w najwyższym miejscu ma 48,5 metra. W czasach świętości według szacunków mogło tutaj zasiąść co najmniej kilkadziesiąt tysięcy widzów. Nie wiemy dokładnie ile. Pewną wskazówką może być rycina z powstałej w roku 354 po Chrystusie „Chronografii” tzn. dzieła historycznego, które stworzyć kazał pewien bogaty rzymski chrześcijanin imieniem Walentiusz. Zgodnie z ryciną i opisem tam się znajdującym w Koleseum mogło zasiadać jednocześnie 87 tysięcy ludzi. Autor dzieła wyjaśnia także, że cała konstrukcja miała liczne galerie oraz plątaninę podziemnych korytarzy. Dziś niewiele już z tego zostało.
Najnowsze komentarze