Z samego rana samolot linii TACV zabiera nas na kolejną wyspę na naszej trasie zwiedzania Cape Verde. Sao Vicente – miejsce, o którym śpiewała Cesaria Evora, najbardziej...
Stolicą Santiago jest Praia. To największe miasto Republiki zamieszkuje ponad 100 tys. ludzi. Lądujemy, gdy już robi się ciemno. Łapiemy taksówkę do hotelu. Biblia taniego spania, pozwoliła,...
Wyspy Zielonego Przylądka chciałem odwiedzić „od zawsze”. Jakoś dziwnie pociągające były te niewielkie kamyczki, jakie są widoczne, kiedy patrzymy na mapę w okolice tuż obok ogromnej Afryki....
Wcześnie rano, dzięki pomocy właściciela hotelu, w którym się zatrzymujemy, udaje nam się zakupić 2 miejsca (w 6-miejscowym busiku), który zawiezie nas do położonego nad brzegiem Pacyfiku...
Opuszczamy San Jose i łapiemy autobus, który zawiezie nas do jednego z najbardziej znanych parków narodowych w Kostaryce. Naszym celem jest najmłodszy kostarykański wulkan, który leży w paśmie...
Autobus z Puerto Limon do San Jose odjechał wcześnie rano. Na dworzec znów szliśmy jako jedyni niemiejscowi. Jedyna różnica między spacerem na dworzec a spacerem z dworca...
Kilka słów o mnie…. To będzie trudne. A więc strona na której jesteś drogi internauto jest formą materializacji mojej pasji podróżniczej. Znajdziesz tutaj sporo o podróżach, dalekich krajach i historii miejsc do których udaje mi się w bardziej lub mniej szczęśliwy sposób dotrzeć. Zawsze staram się, aby podane informacje były nie tylko ciekawe, ale też przydatne dla osób, które chciałyby odwiedzić miejsca w których byłem. Pasja podróżowania sprawiła, że udało mi się napisać kilka przewodników turystycznych oraz uruchomić księgarnię dla podróżników, która oferuje nie tylko przewodniki, ale także…

Poznań

Wczesna pobudka i śniadanie. Sok pomarańczowy budzi równie skutecznie jak kawa. Warunek oczywiście musi być spełniony taki, że sok musi być świeżo wyciskany. Kilka minut przed 8 rano wyruszamy zwiedzać. Pierwszym celem na dziś jest spacer słynną : Barri Gòtic.
Barri Gòtic, czyli w języku katalońskim „dzielnica gotycka” to punkt obowiązkowy dla każdego turysty odwiedzającego Barcelonę. Nie da się zrozumieć tego miasta, nie da się zrozumieć Katalonii, Katalończyków bez wizyty tutaj. W tym miejscu starożytność spotyka się z nowoczesnością, a pomostem dla tego spotkania są wąskie średniowieczne uliczki, które zdobią dostojne gotyckie budowle. Wszechobecne zdają się być tutaj dźwięki hiszpańskiej gitary, co dodaje tej części miasta specyficznego uroku i niemalże filmowego klimatu przyprawiającego o dreszcz emocji. To w tej dzielnicy znajduje się administracyjne i polityczne centrum: ratusz, siedziba Generalitatu (czyli rządu) i oficjalna rezydencja prezydenta Katalonii.
Spacer zaczynamy od Plaça de Sant Jaume (Plac św. Jakuba). Stosunkowo łatwo dotrzeć do niego metrem. Wystarczy wsiąść w linię nr 4 i wysiąść na stacji Jaume I. Następnie ulicą o nazwie identycznej jak nazwa wspomnianej stacji metra udać się do naszego pierwszego celu.
Plac znajduje się w miejscu, w którym w czasach rzymskich istniało forum romanum. Tutaj krzyżowały się dwie główne ulice rzymskiego Barcino: biegnąca na linii północ-południe Cardo i Decumanus, przecinająca miasto na osi wschód-zachód. Colonia Julia Augusta Faventia Paterna Barcino (w czasach rzymskich miasto nosiło dokładnie taką nazwę) położone było mniej więcej w granicach dzisiejszej Barri Gòtic, na wzniesieniu noszącym nazwę Mont Taber (16,9 m n.p.m.). Trudno dostrzec, że dziś również znajdujemy się na wzniesieniu, ale wystarczy zwrócić uwagę na fakt, że przechadzając się uliczkami dzielnicy gotyckiej od czasu do czasu idziemy lekko pod górę, by innym razem było zupełnie odwrotnie. Plac swoją nazwę zawdzięcza kościołowi pod wezwaniem św. Jakuba, który stał w tym miejscu, a w 1823 roku został zburzony. Czytaj więcej
Posted on 17 czerwca, 2015

Obiad w Barcelonie zjedliśmy „na szybko”. Niestety pod tym kątem miasto jest dość drogie. Znaleźliśmy jednak bardzo przyzwoity fast food, gdzie za 3 kebaby + frytki (aby było jasne, całość na 2 osoby) zapłaciliśmy niecałe 10 euro. Bardzo przyzwoita cena, a czujemy się wręcz „przejedzeni” – w sumie nie dajemy rady zjeść wszystkiego. Po chwilowym odpoczynku ruszamy zwiedzać. Celem naszym jest słynne wzgórze Tibidabo. Większość turystów, aby dostać się do stacji kolejki linowej, która zabierze ich na szczyt, wybiera słynny niebieski tramwaj. Przejazd kosztuje 7 euro i nie ma najmniejszego sensu (ani nie stanowi atrakcji). Ponieważ nasze 4 dniowe bilety na całą komunikację miejską obejmują także autobusy, to… podchodzimy 30 metrów od przystanku tramwaju na przystanek autobusowy i jedziemy w ramach naszego biletu autobusem, który (co nawet zabawne) jedzie dokładnie po tramwajowych szynach. Nie zalecam zatem przepłacać 7 euro, bo widoki są marne, a jedzie się de facto wolniej (co w naszym przypadku, przy ograniczonej ilości czasu, ma znaczenie niebagatelne). Na sam szczyt wzgórza można dostać się na dwa sposoby. Można spróbować podejść pieszo (lub dojechać samochodem) – w naszym wypadku, brak czasu to wyklucza. Można też za 14 euro podjechać kolejką linową, co zajmuje kilka minut (bilet w dwie strony).
Wzgórze Tibidabo ma wysokość 512 m. n. p. m., a jego nazwa pochodzi albo z łacińskiego tekstu, który jest cytatem z Ewangelii św. Mateusza: ”…et dixit illi haec tibi omnia dabo si cadens adoraveris me” albo też ze słów Ewangeli św. Łukasza: ”…et ait ei tibi dabo potestatem hanc universam et gloriam illorum quia mihi tradita sunt et cui volo do illa”. Skądkolwiek by nie pochodziła, oznacza ona “dam ci”, co wzięło się od słów, którymi diabeł kusił Jezusa. Nadali mu ją w XVI wieku bracia pustelniczego zakonu św. Hieronima. Wcześniej, jeszcze w średniowieczu, wzgórze to nosiło nazwę Mont Aguila – Góra Orła. Czytaj więcej
Posted on 15 czerwca, 2015

Wczesna pobudka. Jako jedni z pierwszych jesteśmy na śniadaniu. Nie jest może ono najbardziej różnorodne, ale smaczne i serwowane już od 6.30 rano. Po godzinie zwarci i godowi zmierzamy do stacji metra i po 20 minutach meldujemy się przy Plaça d’Espanya.
To jeden z najważniejszych węzłów komunikacyjnych Barcelony, mierzący prawie 200 metrów średnicy plac wytyczony został u zbiegu ważnych szlaków komunikacyjnych miasta – Gran Via de les Corts Catalanes, Avinguda del Paral·lel, Carrer de la Creu Coberta i Carrer de Tarragona. Zbudowano go w roku 1726 na miejscu dawnego miejsca straceń. Ponieważ zaś natura ludzka wraz ze zbudowaniem placu się nie zmieniła i znajdująca się tutaj szubienica nadal bywała użyteczna, to została przeniesiona na miejsce nieistniejącej już dziś cytadeli. Obecny wygląd plac otrzymał w roku 1929, kiedy został przebudowany i „upiększony” z okazji wystawy światowej, która odbywała się właśnie w tym roku w stolicy Katalonii. Własnie z okazji tego wydarzenia w centrum placu wzniesiono wysoką na 33 metry Font dels Tres Mars (Fontannę Trzech Mórz). Fontanna jest hołdem oddanym wodzie, jako źródłu życia, oraz trzem morzom oblewającym brzegi Półwyspu Iberyjskiego. Wyobrażono na niej także trzy rzeki w postaci rzeźb z marmuru, które symbolizują przepływające przez Hiszpanię Ebro, Tag i Gwadalkiwir. Fontannę zdobią także rzeźby z brązu, ale one z kolei stanowią alegorię trzech cech/umiejętności, które były szczególnie cenione w chwili budowy fontanny. Są nimi: umiejętność nawigacji, zdrowie oraz materialny dostatek. Czytaj więcej
Posted on 14 czerwca, 2015

Mamy szczęście. Ogromne szczęście! Wylądowaliśmy w Barcelonie po 17.00 w hotelu jesteśmy po 18.30, szybki prysznic i biegiem do miasta! Dlaczego biegiem? Otóż dziś Noc Muzeów, a co za tym idzie, możemy za darmo (gigantyczna oszczędność, nawet 40 euro na jednym obiekcie!) zwiedzać. Wybraliśmy na nasze locum hotel Ibis Cornella. Hotel, jak na 3 gwiazdki, bardzo przyzwoity. Śniadania smaczne, Wi-Fi dobrze działa. Lokalizacja nieco poza centrum miasta, ale przy ostatnim przystanku linii Metra. W 20 minut można dojechać do Plaça d’Espanya, czyli do jednego z węzłów komunikacyjnych Barcelony. Cena normalna za hotel to około 60 euro za dobę dla 2 osób + śniadania. W sumie około 75 euro za dobę. My zatrzymaliśmy się tutaj na 3 noce, ale… zamiast średniej ceny, tj. 220 euro za 3 noce ze śniadaniami, zapłaciliśmy zaledwie 112 euro! Oszczędziliśmy połowę! Każdy zaś, kto miał okazję nocować w Barcelonie, wie, że hotele dobrej jakości są tutaj niestety drogie. Znów przydała się wiedza z Biblii Taniego Latania – więcej o tym hotelu napiszę w osobnym wpisie.
Zatem rzucamy rzeczy i do miasta. Najpierw spacer po Rambli, a następnie zwiedzanie jednego z najbardziej niezwykłych muzeów Barcelony – Museu Nacional d’Art de Catalunya. Mieści się w Palau Nacional, którego oświetlony gmach widzimy już z Plaça d’Espanya.
Pałac został jego siedzibą w 1934 roku z inicjatywy jego pierwszego dyrektora, Joaquima Folch i Torresa. Historia tego muzeum, jako instytucji, sięga jednak końcówki XIX wieku, kiedy w ramach rozwoju ruchu Renaixença, zaczęto interesować się tym, by ocalić i zachować dla potomności spusciznę artystyczną Katalonii. Proces ten rozpoczął się wraz z ustanowieniem Museu d’ Antiguitats de Barcelona (Muzeum Antyków w Barcelonie) z siedzibą w Kaplicy św. Agaty przy Pl. del Rei w 1880 roku. Później powstało Museu Municipal de Belles Arts (Muzeum Miejskie Sztuk Pięknych) w 1891 roku. Po wybuchu wojny domowej, w obawie o los kolekcji, większa jej część została wysłana do miejscowości Darnius i Olot w Katalonii oraz do Paryża.
Posted on 4 czerwca, 2015
Copyright © 2026 · All Rights Reserved · Strona Dawida Dudka
Dawid Dudek dla www.davidiacus.pl · Wszelkie prawa zastrzeżone · RSS Feed · Zaloguj się
Najnowsze komentarze