Kilka słów o mnie…. To będzie trudne. A więc strona na której jesteś drogi internauto jest formą materializacji mojej pasji podróżniczej. Znajdziesz tutaj sporo o podróżach, dalekich krajach i historii miejsc do których udaje mi się w bardziej lub mniej szczęśliwy sposób dotrzeć. Zawsze staram się, aby podane informacje były nie tylko ciekawe, ale też przydatne dla osób, które chciałyby odwiedzić miejsca w których byłem. Pasja podróżowania sprawiła, że udało mi się napisać kilka przewodników turystycznych oraz uruchomić księgarnię dla podróżników, która oferuje nie tylko przewodniki, ale także…


Noc była krótka. Zasnęliśmy przed północą (ech to pakowanie się), a autobus na lotnisko Stansted mieliśmy zakupiony na 4.15 rano. Kochany EasyBus pozwolił za parę groszy dojechać dwóm osobom. Nasz hotel leży jakieś 500 metrów od przystanku autobusu nocnego. Wychodzimy o 3.30, łapiemy autobus. Przemierzamy, siedząc na górze, nocny Londyn, by po kilkunastu minutach wysiąść niedaleko przystanku EasyBusa, skąd odjedziemy na lotnisko. Odnalezienie przystanku nie jest rzeczą najprostszą – na szczęście mamy GPS i dzięki uprzejmości kierowcy busik nie o 4.15, ale o 4.00 zabiera nas na lotnisko. Gdy na nie docieramy, już świta… Szybki załadunek do samolotu i lecimy do Hiszpanii. Bilety kosztowały nas 6.96 euro za dwie osoby (cena normalna w naszym terminie wynosiła ponad 50 euro za 2 osoby!) – zrzut ekranu poniżej. Znów Biblia Taniego Latania pozwoliła zaoszczędzić i to bardzo dużo!
Samolot linii Ryanair ląduje przed czasem, tak że o 10.00 czekamy już na autobus. Aby dojechać do miasta, najwygodniej skorzystać z autobusu lotniskowego. Koszt przejazdu to 5 euro. Autobus odjeżdża sprzed hali przylotów, a zatrzymuje się na dworcu kolejowym w Santader – niemal w centrum miasta. Nasz hotel znajduje się dosłownie kilkaset metrów od dworca kolejowego. Idealnie. Maszerujemy do hotelu, zostawiamy rzeczy, szybki prysznic i ruszamy zwiedzać!
Santander ma do zaoferowania turyście sporo. Z pozoru miasto to typowy kurort nad Zatoką Biskajską, niemniej położenie w niezwykle ciekawym z historycznego punktu widzenia miejscu oraz fakt, że turyści mimo wszystko nie zaglądają tutaj tak często, jak np. do nieodległego Bilbao, sprawia, że jest tutaj jeszcze wiele do odkrycia.
Zwiedzanie rozpoczynamy od nadmorskiej promenady. Kilkuminutowy spacer i skręcamy nieco w głąb lądu. Naszym oczom ukazuje się katedra. Katedra Nuestra Señora de la Asunción to najważniejszy zabytek w mieście i jedna z najważniejszych świątyń w tej części Hiszpanii.
Historia katedry jest związana nierozerwalnie z historią miasta i w pewien sposób z historią religii chrześcijańskiej jako takiej. Santander zostało założone w czasach Imperium Rzymskiego na wzgórzu nazywanym Cerro de Somorrostro. Samo miasto nosiło wówczas nazwę Portus Victoriae Iuliobrigensium, a jego zadaniem było zapewnienie transportu dóbr między innymi z Brytanii przez tutejszy port na południe Europy i docelowo do samego Rzymu. Na miejscu rzymskich umocnień na wzgórzu (pierwotnie otoczonym fosą) w VIII wieku wzniesiono kościół. Zbudowano go jako miejsce wiecznego spoczynku relikwii świętych Emeteriusza i Kaledoniusza. Święci ci byli żołnierzami. Zginęli w czasie prześladowań za czasów cesarza rzymskiego Dioklecjana. Zostali oni ścięci, a ich głowy od IV wieku miały być ukrywane w mieście najpierw w obawie przed barbarzyńcami, a następnie czczone jako relikwie w niewielkiej kapliczce. Nawiasem mówiąc, to najprawdopodobniej od imienia Emeteriusza (łac. Santemter) urobiono także nazwę miasta jakie zaczęło rozwijać się wokół zbudowanego w miejscu dawnych rzymskich umocnień kościoła. W wieku XII zbudowano przy niewielkiej jeszcze świątyni klasztor. Został on ufundowany pod wezwaniem „świętego ciała” (Abadía de los Cuerpos Santos). Królowie Alfons VII i Alfons VIII (panowali w XII wieku) dokładali starań, aby nadać miejscu pochówku świętych odpowiednią rangę. Zapadła wówczas decyzja, aby niewielki kościółek rozbudować – w ten sposób powstała współczesna katedra. W dwunastym wieku zbudowano dolną część świątyni. Całość ukończono w wieku XIV, kiedy zbudowano górne kondygnacje. Kompleks klasztorno-katedralny robi spore wrażenie. Spacerując wewnątrz, można odpocząć na krużgankach i ogrodach, które w przeszłości zajmowali mnisi. Warto zwrócić uwagę na nagrobki wmurowane w ściany i podłogi. Kilka zdjęć ilustrujących katedrę… Czytaj więcej

O rekinach, które pływały w Londynie, bezkręgowcach i ich wpływie na zwyczaj picia przez Anglików herbaty
Intensywny pierwszy dzień pozwolił nam zwiedzić większość interesujących miejsc, które można obejrzeć z zewnątrz i kilka miejsc od środka – np. kościoły. Dzień drugi poświęcimy na muzea. Pierwszym z nich będzie słynne Muzeum Historii Naturalnej. Wybraliśmy taki szlak zwiedzania nieprzypadkowo, zakończymy zwiedzanie na równie znanym British Museum. Dlaczego? Otóż znajduje się ono przy samym hotelu, w którym mieszkamy.
Muzeum Historii Naturalnej jest niezwykłe. Piękny gmach, wzniesiony na jego potrzeby, skrywa skamieliny, ścieżki edukacyjne i… dinozaury. Zanim jednak zagłębimy się w jego odmęty, kilka słów napisać trzeba o samym Londynie oraz o tym, skąd w gruncie rzeczy wzięły się tutaj dinozaury. Będzie to o tyle ciekawe, co pomocne w zrozumieniu nie tylko historii geologicznej (ale potworek językowy!) Zjednoczonego Królestwa, ale objaśni także nieco, o co chodzi z herbatą i miłością, którą doń żywią Anglicy. Londyn leży w niecce, którą bardziej fachowo nazywa się „Kotliną Londyńską”. Jakieś 50 milionów lat temu był tutaj sporej wielkości ocean, w którym pływały rekiny. W oceanie, jak to w oceanie, oprócz rekinów żyły inne stwory, mniejsze i większe, ale jakoś do mojej wyobraźni przemawiają rekiny. Skąd zaś wiem o rekinach? Otóż w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie znajduje się bardzo ładna mapa miasta. Na mapie zaznaczono, gdzie i jakie skamieliny znaleziono w czasie różnego rodzaju bardziej i mniej przypadkowych prac, czy to archeologicznych, czy to budowlanych. W jednym miejscu kawałek wielkiej ryby, w innym hipopotama czy tygrysa szablozębnego. To jednak było później. Zanim przyszło ocieplenie i ocean wysechł, na terenie Londynu pływały rekiny, i ich szczątki można znaleźć na całym terenie Kotliny Londyńskiej. Z biegiem czasu ląd zaczął się wypiętrzać, a ocean wysychać. Żyjące tutaj bezkręgowce (i rekiny!) zostały uwięzione w bardzo grubej warstwie gliny. Dziesiątki tysięcy lat procesów chemicznych doprowadziły do tego, że wapno ze skorupek zwierzaków (co się stało z resztkami rekinów niestety nie wiadomo) wymieszało się trwale z gliną i powstała w ten sposób słynna w czasach nowożytnych (mniej więcej od XVII wieku) „londyńska glina”. Czytaj więcej

Hotel (za 74 zł za 2 noce zamiast za ponad 2100 zł) położony jest w samym centrum miasta, tuż przy British Museum. O tym, jak zorganizować sobie tak ekstremalnie tani, a jednocześnie niemal „luksusowy”, pobyt napisałem w tym wpisie. Po odświeżeniu się, rozpakowaniu i chwili odpoczynku wracamy na Soho Squer.
Kierujemy się ku Covent Garden. Jego nazwa pochodzi od średniowiecznego ogrodu klasztornego, który tutaj się znajdował. Jeszcze w XX wieku był to największy targ uliczny w Londynie. W latach 70. targowiska zamknięto i przerobiono na galerie handlowe. Przy placu znajduje się kościół im. św. Pawła nazywany często „kościołem aktorów”, gdyż właśnie ta grupa społeczna upodobała sobie tę świątynię. Jeśli ktoś ma czas, może zajrzeć do stworzonego w dawnej hali targowej London Transport Museum. My rezygnujemy, gdyż czas trochę goni. Po drugiej stronie placu wznosi się potężny gmach Royal Opera House. Gmach Opery Królewskiej – najważniejszy tego typu w Anglii. Co prawda oryginalny gmach spłonął w roku 1808, a obecna konstrukcja pochodzi w gruncie rzeczy z końca XX wieku (przeprowadzono wówczas gruntowny remont), ale i tak robi wrażenie.
Spacerujemy ku ulicy Pall Mall. Naszym celem jest przechadzka po niej oraz równoległej Piccadilly, czyli słynnym Piccadilly Circus. Tutaj skupiają się najdroższe sklepy i najbardziej ekskluzywne butiki. Nie brakuje jednak także zabytków i miejsc ciekawych z historycznego punktu widzenia. Ulica Pall Mall bywa też nazywana ulicą „klubów dla gentelmenów”. Na jej początku wznosi się, na Waterloo Place, pomnik księcia Jorku Fryderyka. Od XVIII wieku w klubach leżących wzdłuż Pall Mall spotykają się tutaj najbardziej wpływowi Brytyjczycy płci męskiej. Kobiety miały, i mają nadal, zakaz wstępu do klubów. Kluby zajmują prawą stronę ulicy. Po lewej ciągnie się zbudowany w gregoriańskim stylu Carlton House Tarrace, jeden z najbardziej luksusowych szeregowców świata. Niegdyś mieszkali tutaj arystokraci. Na końcu ulicy Pall Mall, w miejscu gdzie skręca ona w St. James’s St. wznosi się St. James’s Palace czyli Pałac świętego Jakuba. Zbudował go dla siebie, w roku 1540, król Henryk VIII. Pomiędzy Pall Mall a Piccadilly wzniesiono w XVII wieku St James’s Square. Gentelmeni po rozmowach w klubach mogli tutaj odpocząć czy zaczerpnąć świeżego powietrza. Wkraczamy w końcu na słynną ulicę Piccadilly. Spacer wśród najdroższych sklepów jakoś nie jest zbyt fascynujący, no ale skoro wizyta w Londynie bez obejrzenia ich oferty nie może być uznana za udaną… 🙂 Architektura niektórych z budowli, które sięgają nawet XVIII wieku, jest interesująca chwilami bardziej niż ekspozycje towarów wystawionych na sprzedaż. Czytaj więcej
Najnowsze komentarze