Kilka słów o mnie…. To będzie trudne. A więc strona na której jesteś drogi internauto jest formą materializacji mojej pasji podróżniczej. Znajdziesz tutaj sporo o podróżach, dalekich krajach i historii miejsc do których udaje mi się w bardziej lub mniej szczęśliwy sposób dotrzeć. Zawsze staram się, aby podane informacje były nie tylko ciekawe, ale też przydatne dla osób, które chciałyby odwiedzić miejsca w których byłem. Pasja podróżowania sprawiła, że udało mi się napisać kilka przewodników turystycznych oraz uruchomić księgarnię dla podróżników, która oferuje nie tylko przewodniki, ale także…


Opuszczamy Pueblę i autobusem ADO ruszamy w 350-kilometrową podróż na południe. Naszym celem jest miasto Oaxaca de Juárez, które mało kto tytułuje pełną jego nazwą. Oaxaca to miasto, którego nazwę równie trudno wymówić poprawnie (czyli tak jak miejscowi), podobnie jak dla nie-Polaka brzmi słowo „Chrząszczyce”. Niemal niemożliwe, a jednak po dłuższym ćwiczeniu wykonalne. Autobus nieco mniej wygodny niż poprzednio, kupiliśmy bilety drugiej klasy. W południe dojeżdżamy w końcu na miejsce. Wysiadamy na nowoczesnym dworcu i łapiemy taksówkę do naszego hotelu.
Wybraliśmy lokum nieopodal centrum miasta. Nie najnowszy, ale w gruncie rzeczy urządzony w stylu prawdziwej hacjendy, urzekający swoim postkolonialnym charakterem obiekt przypadł mi do gustu. Zostawiamy rzeczy, szybki prysznic i ruszamy zwiedzać. Miasto ma typowy dla kolonialnej osady charakter. Centrum zajmuje plac, który w przeszłości służył do ćwiczeń wojskowych, a dziś nosi po prostu miano: Zocalo. Nazwa miasta znaczy dosłownie „miejsce, gdzie rosną tykwy”. Bardzo szybko dostrzeżono niemal idealne klimatyczne położenie miasta. Ani za ciepło, ani za zimno, powietrze bardzo zdrowe, a wysokość 1500 m n.p.m. i położenie niemal w sercu Meksyku sprawiło, że dostrzeżono jego walory tak krajobrazowe, jak i zdrowotne, a w końcu też polityczne. Czytaj więcej

Poranek przywitał nas dziwnym, jak na tę porę roku, chłodem. Śniadanie, najpierw hotelowe, a potem na ulicy. W końcu łapiemy autobus do miasteczka oddalonego pół godziny jazdy od Puebli. Jest nim Cholula — miasto kościołów, miasto rzezi Indian, miasto, które sam Herman Cortes najpierw nakazał zrównać z ziemią, a potem na nowo odbudować. Przejazd kosztuje zaledwie 7,50 pesos, a busik jest może nie najbardziej przestronny, ale w gruncie rzeczy wygodny.
Cholula… miasto o nazwie tak dziwnej, jak jego historia. W indiańskim języku nahuatl miasto nosiło nazwę Cholöllan lub Chol-öl-tlan co oznacza „miejsce ucieczki, w którym spada woda”. Tutaj schronili się Indianie po szeregu wygranych przez konkwistadorów bitew. Cholula była ważnym ośrodkiem cywilizacji prekolumbijskiej, istniejącym już około 200 lat p.n.e. (wioska istniała co najmniej kilka tysięcy lat wcześniej). W okresie istnienia imperium azteckiego była drugą po Tenochtitlan największą metropolią ich państwa. W chwili przybycia Hiszpanów do Meksyku miasto liczyło prawdopodobnie około 100 tys. Mieszkańców. W 1519 roku Cortés, dowiedziawszy się o spisku przeciwko Hiszpanom, chcąc sterroryzować Azteków, nakazał spacyfikowanie Choluli, w której doszło do straszliwej rzezi tysięcy nieuzbrojonych ludzi. Po masakrze miasto zostało w części spalone. Zgodnie z tradycją Herman Cortes miał tutaj nakazać zbudować tyle świątyń chrześcijańskich, ile dni miał rok — stąd jego nazwa, która upowszechniła się w XIX wieku: Miasto Kościołów. Czytaj więcej

Autobus linii ADO długo jechał do Puebli. Wszak to prawie 300 kilometrów. Na dworzec autobusowy zajechaliśmy kilka minut po 13.00. Szybkim marszem do hotelu i pora wyruszyć na podbój tego jednego z najpiękniejszych miast w Meksyku. Mimo że miasto jest jednym z najprężniej rozwijających się w tej części Meksyku, zachowało swój niezwykły kolonialny charakter i na każdym kroku możemy napotkać niesamowite zabytki. Puebla leży ponad 2000 m n.p.m. Mieszka tutaj ponad 2 miliony ludzi. Miasto zostało założone w 1531 roku przez arcybiskupa Santo Domingo Toribio Benavente jako Puebla de los Ángeles (Miasto Aniołów). Legenda mówi, że to aniołowie mieli zstąpić z niebios i wyznaczyć mury miasta oraz układ jego ulic. W roku 1832 Puebla na krótko stała się stolicą Meksyku. Całe centrum historyczne od 1987 roku jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Czytaj więcej

Wczesnym rankiem łapiemy z dworca del Norte autobus linii ADO do Papantli. Niestety, autobus nie jest najtańszy, ale za to bardzo wygodny. Linia Autobuses de Oriente ma kilka rodzajów pojazdów. Najdroższe to ADO Platinum (rozkładane fotele, gniazdka elektryczne, darmowa kawa w czasie podróży itp.), niżej są zwykłe „pierwszej klasy” – wygodne, ale bez dodatków i takim właśnie jedziemy. Mimo że mam ponad 2 metry wzrostu, nie czuję związanego z długim przejazdem dyskomfortu. To jeden z największych plusów Ameryki Południowej — bardzo wygodne autobusy. Przejazd tego trzystukilometrowego odcinka zajmuje nieco ponad 5 godzin. Wieczorem meldujemy się w hotelu i zwiedzamy miasto. Następnego dnia z samego rana ruszamy do słynnych, aczkolwiek, jak się szybko okazuje, bardzo pustych… ruin. Najpierw jednak słów kilka o hotelu. Wybrałem na naszą bazę hotel Tajin. Mieliśmy w planie nocować tylko jedną noc tutaj i ruszyć na południe, do Puebli. Jednak bardzo szybko okazało się, że piękny hotel (aczkolwiek nie najnowszy) i bardzo urokliwe (i bezpieczne!) miasto zatrzymał nas tutaj na dwie noce. Gdy dotarliśmy do hotelu, było już ciemno. Pomyślałem, że nie można marnować czasu i z aparatem wybrałem się na krótki spacer — efekty można podziwiać poniżej. Miasto jest wyjątkowo żywe, po zmroku jest niemal nie do poznania. Ludzie siedzą na rynku, piją kawę, jedzą albo pizzę, albo miejscowe przysmaki i rozmawiają. Zasypiamy, słysząc odgłosy miasteczka… Czytaj więcej
Najnowsze komentarze