Kilka słów o mnie…. To będzie trudne. A więc strona na której jesteś drogi internauto jest formą materializacji mojej pasji podróżniczej. Znajdziesz tutaj sporo o podróżach, dalekich krajach i historii miejsc do których udaje mi się w bardziej lub mniej szczęśliwy sposób dotrzeć. Zawsze staram się, aby podane informacje były nie tylko ciekawe, ale też przydatne dla osób, które chciałyby odwiedzić miejsca w których byłem. Pasja podróżowania sprawiła, że udało mi się napisać kilka przewodników turystycznych oraz uruchomić księgarnię dla podróżników, która oferuje nie tylko przewodniki, ale także…


Katedra za nami. Wychodzimy i oślepia nas meksykańskie słońce, które oświetla Zocalo. Kierujemy się do przyległego do katedry Kościoła Najświętszego Sakramentu. Zbudowano go w połowie XVIII wieku, kiedy to meksykański barok był w szczytowym okresie swojego rozwoju. Kościół jest czasami określany jako najlepszy przykład tego stylu architektonicznego w budownictwie sakralnym w tej części świata. W centralnej części tej wzniesionej na planie krzyża greckiego świątyni znajduje się ośmioboczna kopuła. Kościół, mimo że niewielki, wyposażony został w aż 12 ołtarzy, w tym ten największy — ołtarz główny, który pochodzi z roku 1829, a zaprojektowany został przez Indianina, ucznia słynnego Manuela Tolsy. Kilka zdjęć (tutejsze zabytki mają dziwną przypadłość — można na nie długo się gapić, niemiłosiernie kradną czas) i wychodzimy. Czytaj więcej

Zwiedzenie Meksyku to rzecz trudna. Mówi się, że co najmniej tydzień trzeba na to, aby się z tym miastem oswoić, rok na to, aby się z nim zaprzyjaźnić, a życia nie wystarczy, aby poznać je w każdym calu. My na stolicę mamy tylko 3 dni. Bardzo mało. Mało czasu powoduje, że trzeba wybierać. Aby zoptymalizować czas zwiedzania, hotel wynajęliśmy przy samym Plaza de la Constitucion. Dzięki kilku trickom z Biblii Taniego Spania, kosztował on nas 40 euro za dwie noce dla dwóch osób ze śniadaniami. Trzeci hotel wzięliśmy w innej części miasta — o tym jednak później.
Zwiedzanie zaczynamy od najważniejszego placu w mieście — Plaza de la Constitucion. Zocalo, bo tak jest on także nazywany, leży w miejscu, gdzie pół tysiąca lat temu wznosiło się serce dumnej i potężnej stolicy Azteków — Tenochtitlan. Obecną nazwę wziął on stąd, że tutaj właśnie miało miejsce zaprzysiężenie konstytucji w roku 1812. Mało kto jednak używa tej oficjalnej nazwy. Plac to po prostu: Zocalo. Nazwa ta, jeśli tłumaczyć ją dosłownie, oznacza „cokół”. Dość trudno zrozumieć, jak to możliwe, że nazwa ta przetrwała. Kilka słów o historii tego miejsca pozwoli Ci, drogi czytelniku, zrozumieć moje zdumienie. W roku 1843 planowano zbudować w centrum placu ogromny pomnik niepodległości. Jak zaplanowano, tak też uczyniono. Niestety prac nie dokończono, a najbardziej imponującą częścią pomnika pozostał cokół, na którym go ustawiono, a którego dzisiaj już nie ma. Budowniczowie nieco przeliczyli się w swoim optymizmie. Założyli, że finansów wystarczy na gigantyczny pomnik. Postawiono kolosalny cokół, a na nim… niewielki pomnik. Karykaturka ta została dość szybko rozebrana. Wróćmy jednak do samego placu. W czasach Azteków obszar ten był sercem politycznym i religijnym miasta. Tutaj stała Templo Mayor (o tym nieco później), którą Cortez nakazał zniszczyć. Z kamieni z tej budowli zbudowano obecną katedrę. Po podboju Meksyku przez Hiszpanów plac podupadł. Większą jego część do końca XVII wieku zajmowały targowiska. Początek XVIII wieku to ogromne zmiany w architekturze i funkcji placu. Pojawiły się tutaj ekskluzywne sklepy, które oferowały importowane z Europy towary. Plac odegrał także ważną rolę w rozwoju architektury i sztuki Meksyku. Tutaj na początku XIX wieku wzniesiono pomnik konny Karola IV. Wykonał go Manuel Tolsa, a sam pomnik zyskał nazwę El Caballito. To najbardziej znane dzieło tego wielkiego artysty dało początek stylowi neoklasycystycznemu w Meksyku. Pomnik dziś stoi na Plaza Manuel Tolsa. Połowa XIX wieku to dalsze zmiany w wyglądzie placu. Plac podupadał. Dopiero w XX wieku podjęto decyzję o rozpoczęciu na ogromną skalę prac rekonstrukcyjnych i konserwatorskich, które nadały temu miejscu dzisiejszy kształt. Plac jest ogromny. Ma kształt kwadratu o długości boku 240 metrów. Sprawia to, że jest on drugim (zaraz po Placu Czerwonym w Moskwie) pod względem wielkości placem na świecie. Jedyną ozdobą tej ogromnej pustej przestrzeni jest znajdujący się w jego sercu maszt, na którym codziennie podnoszona jest o poranku flaga Meksyku. Wraz z zachodem słońca następuje uroczyste opuszczenie flagi czemu towarzyszy zawsze uroczysta atmosfera. Czytaj więcej

Wcześnie rano i bardzo zimno. Kilka minut przed 4.00 ruszamy na dworzec autobusowy w Poznaniu. Wysiadamy z taksówki i mamy jeszcze kilka minut do odjazdu PolskiegoBusa do Berlina. Cena biletu: 2 zł za osobę! J Oficjalnie zaczął się kolejny wyjazd! 🙂 Jedziemy do miejsca, które odwiedzić zawsze chcieliśmy, do Meksyku. PolskiBus to niestety nie najwygodniejszy środek transportu. Ciasno, internet nie chce działać. Trzy godziny podróży dłużą się niemiłosiernie. Jak się potem okaże, były to najbardziej niewygodne trzy godziny. Berlin przywitał nas równie chłodno jak poznański dworzec. Wysiadamy na lotnisku Schönefeld kilka minut przed 8 rano. Samolot o 10.45 więc nie musimy długo czekać. Nadajemy bagaże, jemy śniadanie i po 10.00 czekamy na zamknięcie bramek. Niedługo po tym wzbijamy się w przestworza — kierunek Madryt! Zauważyłem, że w Ryanair znacznie poprawił się serwis na pokładzie. Jeszcze rok temu kawa była „taka sobie”. Obecnie, w całkiem rozsądnej cenie, można kupić świeżo parzoną kawę. Plus dla taniego irlandzkiego przewoźnika. Bilet na trasie Berlin–Madryt kosztował nas 18 euro za osobę. Drogo, to prawda. Cena jednak wynika z faktu, że… musieliśmy zakupić bagaż rejestrowany. Niestety z wiekiem człowiek coraz więcej taszczy ze sobą medykamentów i innych drobiazgów, które w bagażu podręcznym nie sposób przewieźć.
Madryt — od razu przyjemniej. Chwilkę przed 14.00 nasz samolot dotyka płyty lotniska i ruszamy do hotelu J! Z małym zamieszaniem i narzekając nieco na koszty metra w stolicy Hiszpanii docieramy do naszego locum. Koszty metra są zaś niebagatelne. Za bilet „dobowy”, który jest ważny tylko do 5.00 rano (czyli w naszym przypadku kilkanaście godzin) płacimy 8,60 euro. Europa… L Na pierwszą noc zarezerwowałem hotel w samym centrum — tuż przy Gran Via. Trzy gwiazdki i smaczne śniadanie. „Biblia taniego spania” pozwoliła znaleźć lokum za 28 euro zamiast prawie 60. Kilka godzin spaceru nocą pozwala zobaczyć miejsca, które wcześniej widywaliśmy tylko za dnia. Dzień drugi pobytu w Madrycie to wczesna pobudka. Uroki nieprzespanej nocy nadal dają się we znaki, ale to nic. Dajemy radę! Przed 8.00 meldujemy się na śniadaniu. Dziś luźny dzień. Trochę zwiedzamy, trochę planujemy, odrobinę filmujemy. Już o 18.00 wracam do hotelu i o 20.00 prowadzę szkolenie z cyklu Biblia Taniego Latania (więcej informacji tutaj). Czytaj więcej

Udzieliłem wywiadu dla portalu Bankier.pl . Porozmawialiśmy sobie o tanim lataniu i nie tylko. Całość w pięknym otoczeniu lotniska Chopina w Warszawie – miałem okazję odwiedzić terminal, gdzie rzadko bywam. Cały wywiad TUTAJ, a w formie video poniżej 🙂
Najnowsze komentarze