Kilka słów o mnie…. To będzie trudne. A więc strona na której jesteś drogi internauto jest formą materializacji mojej pasji podróżniczej. Znajdziesz tutaj sporo o podróżach, dalekich krajach i historii miejsc do których udaje mi się w bardziej lub mniej szczęśliwy sposób dotrzeć. Zawsze staram się, aby podane informacje były nie tylko ciekawe, ale też przydatne dla osób, które chciałyby odwiedzić miejsca w których byłem. Pasja podróżowania sprawiła, że udało mi się napisać kilka przewodników turystycznych oraz uruchomić księgarnię dla podróżników, która oferuje nie tylko przewodniki, ale także…


Teotihuacán jest jednym z symboli Meksyku. Jest to też najczęściej odwiedzane stanowisko archeologiczne w tym kraju. Nawet Chichén Itzá nie może się równać z nim pod względem tłumów, jakie tutaj przybywają każdego dnia. Ponieważ zaś być w Meksyku i nie odwiedzić tych piramid to trochę „się nie liczy”, z samego rana łapiemy autobus z dworca del Norte i jedziemy zobaczyć to miejsce „must visit”. Złapać autobus to żaden problem. Codziennie dziesiątki jeżdżą w kierunku Zona Archeologica. Wysiadamy z metra, kilkadziesiąt kroków i kupujemy bilety. Ważne jest tylko to, aby kupić bilet właśnie do tej Zony, a nie do pobliskich miejscowości. Godzinę w wygodnym i nazbyt klimatyzowanym pojeździe i stajemy pod bramą parku archeologicznego. Kupujemy bilety i… przeraża nas ogromny tłum oraz wszechobecni sprzedawcy wszystkiego. Zanim o samym stanowisku, słów kilka o miejscu, które przyciąga takie mrowie ludzi.
Według legend miasto to zostało zbudowane przez olbrzymów, zwanych quinametin, którzy mieli żyć przed pojawieniem się ludzi i zostali zniszczeni przez wielką katastrofę. Jedna z wersji legendy mówi o ogromnym potopie. Mieli oni zbudować to jedno z największych miast w tej części świata. Największy rozkwit miasta przypada na okres od IV do VI wieku po Chrystusie. Jego część mieszkalna została zaplanowana na prostokątnej siatce ulic. Przeprowadzono regulację rzeki San Juan, zbudowano zbiorniki wody deszczowej. W kompleksie miejskim powstały place targowe, spichlerze, teatry i boiska do gry w pelotę. Plan urbanistyczny miasta miał układ dwuosiowy. Jedna z osi prowadziła w kierunku północ–południe, czyli słynna Aleja Zmarłych, druga oś ciągnęła się ze wschodu na zachód. Według współczesnych szacunków liczba mieszkańców określana jest na około 200 tysięcy. Do IX wieku wpływy centrum obejmowały całą centralną część Wyżyny Meksykańskiej. Dla wielu plemion Mezoameryki Teotihuacán było świętym miastem, do którego przedstawiciele tychże plemion tłumnie pielgrzymowali. Rdzenni mieszkańcy Mezoameryki stworzyli całą kosmologię i kosmogonię związaną z miastem. Według mitów indiańskich tu powstał świat, nastąpiło oddzielenie światła od ciemności, powstało słońce i księżyc. Sama nazwa miasta oznacza dosłownie „Miejsce, gdzie rodzą się Bogowie”. Inna wersja nazwy mówi o tym, że jest to „Miejsce, gdzie ludzie stają się Bogami”. Najprawdopodobniej w Teotihuacan powstał system religijny przyjęty później przez inne plemiona, tu kapłani opracowali kalendarz, według którego liczono czas. W VII w. Teotihuacan został częściowo zniszczony podczas pożaru. Po pożarze miasto nie wróciło do dawnej świetności. Stopniowo opuszczane poddało się kolejnym napaściom koczowniczych plemion północy. Ostatecznie w X wieku opustoszało i zostało pochłonięte przez dżunglę. Czytaj więcej

Z samego rana pakujemy się i jedziemy metrem do leżącego u stóp wzgórza Tepeyac najważniejszego centrum religijnego w Meksyku — Sanktuarium Matki Boskiej z Guadalupe. Sanktuarium zajmuje ogromny obszar (ponad 30 tys. metrów kwadratowych), a na jego terenie znajduje się kilka osobnych budynków.
Według legendy, biskup Juan de Zumárraga, nie dowierzając relacjom Juana Diego o ukazaniu się mu Maryi na wzgórzu Tepeyac oraz jej życzeniu, by na nim została zbudowana świątynia ku jej czci, domagał się przekonującego dowodu potwierdzającego prawdziwość jego relacji. Maryja przyjęła to wyzwanie i poleciła Diego przyjść następnego dnia, wspiąć się na wzgórze i zerwać kwitnące tam kwiaty. Kiedy ten to uczynił, Maryja sama ułożyła te kwiaty w wiązankę i ukrytą pod osłoną tilmy poleciła mu zanieść ją do biskupa. Kiedy Juan Diego zjawił się w rezydencji biskupa i odsłonił tilmę, kwiaty wypadły na podłogę, a na tilmie biskup ujrzał niezwykły obraz Maryi, przed którym upadł na kolana i ze łzami skruchy przepraszał Maryję za swe niedowierzanie. Świadkami tego wydarzenia mieli być także tłumacz biskupa, Juan Ganzalez, oraz biskup Santo Domingo Ramirez y Fuenleal, jako gość biskupa Zumarragi. Wizerunek ten zobaczyli także wszyscy obecni w rezydencji biskupa. Wkrótce dowiedzieli się o tym niezwykłym wydarzeniu mieszkańcy miasta, a z biegiem czasu coraz szersze rzesze Indian. Biskup zatrzymał ten wizerunek na tilmie u siebie w kaplicy domowej, a w kilkanaście dni potem, w uroczystej procesji przeniósł go 24 grudnia do kaplicy wybudowanej w pobliżu wzgórza Tepeyac, spełniając życzenie Maryi. Obraz określany jest mianem „nieustającego cudu” z racji przekonania, że indiańskie płótno z agawy, na którym powstał obraz, jest w stanie przetrwać najwyżej 20 lat. Po tym czasie ulega biodegradacji. Natomiast obraz pochodzi co najmniej z 1556 roku. Dodatkowo w źrenicach Maryi, przy dużym powiększeniu dostrzec można postać klęczącego Juana Diego. Czytaj więcej

Po dwóch dniach mieszkania niemal przy samej katedrze zmieniamy hotel na jedną noc. Przenosimy się w okolice najstarszego parku w mieście — Alameda. Przewozimy rzeczy z samego rana i ruszamy na Zocalo napić się kawy. Stąd powoli kierujemy się z powrotem ku parkowi, zwiedzając po drodze. Pierwszym napotkanym przez nas zabytkiem jest Kościół Niepokalanego Poczęcia. Jest to jedna z niewielu świątyń w mieście, które powstały za czasów Cortesa i przetrwały do dziś. Zbudowano ją obok szpitala, który nakazał wznieść przywódca konkwistadorów w miejscu, gdzie po raz pierwszy spotkał się z Montezumą. Kościół ten nie jest najpiękniejszy, ani najbardziej imponujący. Jednak to tutaj spoczęły doczesne szczątki Hermana Cortesa. Pierwotnie został on pochowany w Sewilli, ale po 20 latach sprowadzono jego ciało do Meksyku. Miejsce, gdzie złożono najbardziej znanego z konkwistadorów, przypomina pamiątkowa tablica.
Naprzeciwko kościoła wznosi się rzadko odwiedzane Muzeum Miasta Meksyk. Umiejscowiono je w XVIII wiecznym barokowym gmachu. Sam budynek wart jest odwiedzenia z uwagi na fakt, że jest jednym z najlepszych przykładów architektury, jaką upodobała sobie osiemnastowieczna szlachta. Muzeum otwarto w roku 1964 i skupia się ono przede wszystkim na okresie XVII–XIX wieku. Wydaje mi się, że całkiem słusznie władze muzeum ograniczają okres przedhiszpańskiego Meksyku — inne instytucje muzealne poświęcają mu wystarczająco czasu. Czytaj więcej

Z samego rana ruszamy do niemal przylegającego do naszego hotelu jednego z największych terenów wykopalisk archeologicznych w tej części Meksyku. Chcemy zwiedzić miejsce, gdzie 500 lat temu wznosiła się ponad jedna z największych świątyń w tej części świata — Templo Major. Ta budowla właśnie zrobiła na wkraczających do Meksyku Hiszpanach największe wrażenie. Było to najważniejsze centrum religijne i polityczne tej części świata w XV wieku. Podczas określonych świąt w azteckim kalendarzu (wbrew potocznym wyobrażeniom — nie codziennie) w Templo Mayor składano krwawe ofiary z ludzi w celu przebłagania bogów i zapewnienia pomyślności społeczeństwu Azteków. Kapłani wycinali ofiarom serca (jak obliczono wyrwanie serca mogło zajmować wprawnemu kapłanowi około 10 sekund), skrapiali posągi bogów krwią i wrzucali serce do kamiennej misy z kanalikami odprowadzającymi krew. Ciało wyrzucano na schody świątyni. Ofiarami byli najczęściej jeńcy wojenni.
Na wkraczających do Tenochtitlan Hiszpanach Templo Mayor zrobiła największe wrażenie. Cortes, po tym jak Montezuma wprowadził go na szczyt budowli, zażądał, aby na jej miejscu zbudować świątynię ku czci Najświętszej Maryi Panny. Montezuma odmówił. Cortes, widząc, że nie ma możliwości, aby walczyć z niepomniernie większą liczbą Azteckich wojowników, nie oponował, lecz wycofał się z miasta. Pół roku później, gdy Montezuma był już więźniem, przywódca konkwistadorów wcielił w życie swój plan. Na miejscu bogów azteckich stanął zaimprowizowany kościółek ku czci Maryi, a obok kaplica pod wezwaniem św. Krzysztofa. Aztekowie, wywoławszy powstanie, wyparli najeźdźcę ze swej stolicy. Pojmanych żołnierzy Cortesa zaprowadzono na szczyt świątyni i wyrwano im serca. W odwecie Cortes po odbiciu miasta nakazał zrównać z ziemią Templo Mayor, co było wyzwaniem tyleż odważnym, co karkołomnym. Wbrew pozorom to, co dziś oglądamy nie jest dziełem Hiszpanów — nie byliby oni w stanie zrównać z ziemią tak potężnej piramidy (po lewej rekonstrukcja). Hiszpanie zniszczyli ją dość powierzchownie. Reszty dopełnił zapadający się grunt oraz liczne budowle, które powstały w okolicy — stąd czerpano materiał budowalny w postaci kamieni pozostałych po dawnej świątyni. Na całe stulecia zapomniano o Templo Mayor… Czytaj więcej
Najnowsze komentarze