Kilka słów o mnie…. To będzie trudne. A więc strona na której jesteś drogi internauto jest formą materializacji mojej pasji podróżniczej. Znajdziesz tutaj sporo o podróżach, dalekich krajach i historii miejsc do których udaje mi się w bardziej lub mniej szczęśliwy sposób dotrzeć. Zawsze staram się, aby podane informacje były nie tylko ciekawe, ale też przydatne dla osób, które chciałyby odwiedzić miejsca w których byłem. Pasja podróżowania sprawiła, że udało mi się napisać kilka przewodników turystycznych oraz uruchomić księgarnię dla podróżników, która oferuje nie tylko przewodniki, ale także…


Kilka dni spędziłem w Poznaniu. W czasie standardowego przeglądania systemów rezerwacyjnych linii lotniczych dla czytelników FanPage’a Biblii Taniego Latania na Facebooku natknąłem się na bardzo tanie bilety z Poznania na Maderę. Niewiele myśląc, dokonałem zakupu i po kilku minutach na moją skrzynkę e-mail dotarła rezerwacja biletów na tę portugalską wyspę liniami Enter Air. Cena: 297 zł za osobę w dwie strony! Czytaj więcej

Poranek w Rabacie. Łapię taksówkę i na dworzec kolejowy. Bilet mam do Marrakeszu. Chcę jeszcze jedną noc spędzić w tym mieście. Kolejnego dnia autobus do Agadiru i samolot do Poznania. Pociąg punktualny. Marakesz… znów łapię taksówkę i znów w mury medyny. Jeszcze jeden wieczorny spacer po placu, sok pomarańczowy, kolacja z widokiem i powoli trzeba wracać do hotelu… Następnego dnia wczesnym porankiem autobus do Agadiru — tym razem druga klasa. Na pierwszą zabrakło miejsc. Ciasno, bardzo ciasno. Rzadko można spotkać się z tak diametralną różnicą między jakością pierwszej i drugiej klasy w autobusach (w Polsce takie rozróżnienie może wydać się nawet zabawne) przy tak niewielkiej różnicy w cenie biletu. Pięć godzin jazdy i jestem w Agadirze. Taksówka na lotnisko. W Agadirze to pewien problem, gdyż nie każda taksówka może tam jeździć. Cena: 220 dirhemów i niestety targowanie się niewiele daje, bo kierowca przystaje na 200. Melduję się na lotnisku, szybka odprawa i samolot linii Enter Air wzbija się w powietrze. W środku nocy, w fatalnych warunkach pogodowych, ląduję na lotnisku Ławica w Poznaniu. Kolejna podróż zakończyła się szczęśliwie. Niedługo ruszam w kolejną! 🙂

Ruszam poza mury medyny. Celem jest nowe miasto, które nazwę i wygląd zawdzięcza francuskiemu protektoratowi. Rabat był wówczas stolicą protektoratu. Generał Layutey zakazał zabudowywania medyn, aby w ten sposób z jednej strony ochronić zabytki, a z drugiej nie narażać się na konflikty z miejscową ludnością. W Rabacie poza murami starego miasta zbudowano reprezentacyjną dzielnicę nazywaną nowym miastem. Część miasta francuskiego wchodzi jednak w obręb murów almohadzkich, które przy okazji budowy odrestaurowano. Odrestaurowano najbardziej imponującą z bram miejskich — Bab er-Rouah, co tłumaczy się jako „brama wiatrów”.
Wkraczam na najważniejszy trakt komunikacyjny francuskiego nowego miasta — Avenue Mohammed V. Mijam parlament, a nieco dalej meczet As-Sounna. Przy nim znajduje się niewielkie, jeśli chodzi o rozmiar, ale bardzo bogate, jeśli idzie o zabytki, muzeum archeologiczne. Wstęp kosztuje mnie 10 dirhemów. Najciekawsze dla mnie są zabytki z czasów rzymskich, zwłaszcza te, które wykopano na terenie dawnego starożytnego miasta Sala Colonia. W holu muzeum stoi posąg Ptolemeusza, syna króla Juby II. Co zaskakujące w muzeum obejrzeć można nawet pochodzącego z Egiptu z około IV wieku przed Chrystusem Sfinksa! Kawałeczek dalej poza muzeum znajduje się dworzec kolejowy, a tuż za nim katedra św. Piotra. Czytaj więcej

Poranek w Rabacie. Hotel tym razem niezwykle wygodny jak na Maroko. Dzięki błędowi taryfowemu w jednej z sieci hotelowych, znalezionym w oparciu o techniki z „Biblii taniego spania”, udało się zarezerwować czterogwiazdkowy obiekt ze śniadaniem za zaledwie 8 dolarów za 2 noce. Opuszczam hotel i kieruję się zatłoczonymi uliczkami medyny ku Kasbie. Kasba Rabatu to miejsce niezwykłe, cytadela zachowana w bardzo dobrym stanie, piękny ogród i robiące potężne wrażenie plątaniny biało-niebieskich uliczek. Do kasby prowadzą dwie bramy — większa (położona wyżej) i mniejsza (niżej). Przed mniejszą bramą kręcą się fałszywi przewodnicy, którzy wmawiają, że można do środka wejść jedynie mniejszą bramą (nie jest to prawda, a co więcej, mniejszą bramą wejdziemy tylko do ogrodów) i trzeba kupić bilet (co także nie jest prawdą, wejście jest darmowe). Opędzając się od przewodników wchodzę do Ogrodu Andaluzyjskiego. Przylega on do pałacu Mulaja Isaila, gdzie mieści się muzeum. Wstęp kosztuje 10 dh. Zanim o pałacu, kilka słów o Kasbie jako takiej. Została ona zbudowana w miejscu, gdzie mieszkali żołnierze odpowiedzialni w średniowieczu za ochronę miasta. Uznano, że bez ufortyfikowanej cytadeli niemożliwe będzie zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom i kupcom przez cały rok. Niewielki obszar obwarowano potężnym murem wysokim na niemal 10 i szerokim na prawie 4 metry. Kolejne stulecia to okres rozbudowy i umacniania murów Kasby. Właściwa nazwa tego miejsca to Kasba Ul-Udaja, a nazwa wzięła się stąd, że bardzo długo załogę cytadeli stanowili żołnierze wywodzący się z plemienia o takiej samej nazwie. Fortyfikacje są położone w najlepszym z możliwych miejsc. Z jednej strony zabezpieczają miasto, a z drugiej pozwalają kontrolować port. Kasba gwarantowała, że żaden statek europejski, czy to handlowy, czy wojenny, nie mógł wpłynąć do portu bez zgody sułtana, a z drugiej pozwalała kontrolować piratów, którzy przez wieki stanowili plagę okolicznych wód. Czytaj więcej
Najnowsze komentarze