Świt w Casablance przychodzi wcześnie. Słońce dynamicznie wznosi się nad horyzont i robi się bardzo ciepło. Po południu mam pociąg do Rabatu. Najpierw jednak krótki spacer wzdłuż morza. Chciałem chociaż na chwilę zajrzeć do portu, który jest jednym z najstarszych na naszej planecie. Pierwszy port wznieśli tutaj już Fenicjanie niemal 3000 lat temu. Przez stulecia zmieniał się on i rozwijał, nigdy jednak nie wymarł i nie przestał pełnić funkcji jednego z ważniejszych punktów handlowych w tej części świata. Port to prawdziwy, ciągnący się na długości ponad 10 kilometrów kolos. Dopiero spacer wzdłuż części portowego nadbrzeża bulwarem des Almohades pozwala uświadomić sobie, jak wielką instytucją jest miejski port. Idąc wzdłuż wybrzeża, natykam się naprzeciwko portu rybackiego na charakterystyczną fortecę. To Skala. Kamienny bastion z armatami, który przypomina o tym, że kiedyś część wybrzeża była we władaniu Portugalczyków. Pragnęli oni umocnić swoją władzę w tej części Afryki i w roku 1515 zbudowali for obronny, który nazwali Casa Branca, co znaczy „Biały Dom”. Stąd wzięła się nazwa miasta. Fortecę już w roku 1541 Portugalczycy opuścili, a miejscowi sułtanowie dostosowali ją do własnych potrzeb. Obecnie mieści się tutaj jedna z najmodniejszych restauracji w mieście. Czytaj więcej

Gdyby zapytać mieszkańca Maroka, z czego słynie Casablanka odpowiedziałby bez chwili zastanowienia, że z meczetu. Meczetu niezwykłego, ogromnego i zbudowanego niemal „na wodzie”. Pomysłodawcą budowy tego jednego z najbardziej niezwykłych domów modlitwy był zmarły w roku 1999 król Hassan II. W dniu swoich urodzin w 1980 roku ogłosił on, iż zamierza wznieść najwspanialszy meczet w Afryce. Jak sam powiedział: „Pragnę wznieść meczet, który będzie symbolem Afryki, jak Statua Wolności reprezentuje Stany Zjednoczone”. Pomysł wielu architektom wydał się nieco szalony. Hassan II uznał, że skoro „tron Boga znajduje się na wodzie” to meczet, który zostanie wzniesiony, także ma na niej się znajdować. Architektonicznie było to wykonalne, niemniej koszty, jakie za sobą pociągnęło, sprawiły, że budowa bardzo się przeciągała i była wielokrotnie zagrożona. Czytaj więcej

Obiad zakończony. Aleją króla Hassana II kieruję się ku administracyjnemu sercu francuskiej Casablanki — placowi, który obecnie nosi imię króla Muhammada V. Wokół dawnego centrum administracyjnego tej części francuskiej Afryki zbudowano budynki rządowe i administracyjne, które dziś są jednymi z najcenniejszych zabytków miasta. Wchodzę na plac od strony alei Hassana II. Na skrzyżowaniu z bulwarem de Paris wzniesiono Bank Baghrebu. Ten wzniesiony w roku 1937 roku budynek znacznie większe wrażenie robi od środka niż z zewnątrz. Wieńczy go zielona kopuła, która robi niesamowite wrażenie. Gmach wzniesiono na potrzeby Banc du Maroc, który został założony w roku 1906 i miał na celu wspieranie rozwoju gospodarczego kraju. Po odzyskaniu przez Maroko niepodległości stał się on bankiem centralnym odpowiedzialnym za emisję dirhemów. Czytaj więcej

Hotel, który znalazłem w Casablance jest niezwykły. Afro-arabsko-orientalny. Po wejściu do recepcji wita mnie rzeźba ogromnego indyjskiego słonia oraz tajskiego lwa. Po prawej stronie meczet, po lewej restauracja z najohydniejszymi śniadaniami (o tym dopiero jutro się przekonam), jakie kiedykolwiek podano mi w jakimkolwiek hotelu. Tymczasem recepcja. Ksero paszportu, klucz i wchodzę do pokoju. O dziwo — internet całkiem przyzwoicie działa. Mój pokój jest wyposażony w lodówkę (jej otwarcie sprawia, że wysypuje się na mnie pożywienie, które zostawili podróżnicy nocujący tutaj w ciągu ostatnich kilku miesięcy) łazienkę (zapomniano o ręcznikach) i mydło. Niestety jakoś nie bardzo mogę odnaleźć kołdrę — jej funkcję pełni prześcieradło. Eee… przecież w nocy temperatura spada w okolice zera! Póki co zostawiam rzeczy i ruszam na podbój Casablanki. Pierwsze kroki kieruję ku starej medynie. Precyzyjniej rzecz biorąc, kieruję się ku „Starej Medynie” Takie rozróżnienie jest dość nietypowe jak na Maroko. Uzasadnione, jeśli chodzi o Casablankę, jest tym, że kiedy w latach 30. XX wieku przybyli tutaj Francuzi i zbudowali własne osiedle, to zamiast jak zwykle zastosować nazwę „Nowe Miasto” po prostu nazwali swoją dzielnicę „Nową Medyną”. Ludzie na terenie starej medyny mieszkali „od zawsze”. Niestety niewiele zachowało się ze starożytności czy średniowiecza. Powodem był fakt, że miasto było wielokrotnie nękane trzęsieniami ziemi. Stara medyna otoczona jest w dużej mierze murem obronnym wysokim na około 8 metrów i długim na prawie 4 kilometry. Do roku 1907 mur był bardzo szczelny. W roku tym zaczęto rozbiórkę murów, i zachowała się do dziś dnia zaledwie połowa ich długości. Wchodzę do starej medyny przez chyba najbardziej znaną z jej bram — Bab Marrakesz, czyli Bramę Marakeszu. Nietrudno się domyślić, że jest ona skierowana właśnie w kierunku tego miasta. W przeszłości przy tej bramie swoje mieszkania i kramy mieli Żydzi. Obecnie zostało ich niewielu. Wnętrze starej medyny to plątanina straganów i sklepów. Nie są one tak duże ani kolorowe, jak te w Marrakeszu (nie licząc stoisk z lampami, z których słynie Casablanka), ale i tak warto tutaj pospacerować dłużej, aby poczuć atmosferę miasta. Ponieważ chcę mniej więcej wyobrazić sobie, jak wyglądało Stare Miasto w średniowieczu, staram się je oglądać, trzymając się ulicy Dar al-Makhzen, która do XVIII wieku była główną arterią Casablanki. Przy niej znajduje się m. in. Wielki Meczet, który wzniesiono w roku 1880, a który po wzniesieniu meczetu Hassana II został niemal zapomniany. Czytaj więcej